Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
69 postów 25 komentarzy

  Ruch, to zdrowie!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Po szczęśliwym pochłonięciu półmetrowej kiełbaski podlanej piwem, wracamy do ulubionej pozycji brzucha wycelowanego w sufit.

 

Dbamy o siebie tyle, co nic. Leczymy się incydentalnie. Ruszamy się niewiele. Przeważnie siedzimy. Jeżeli stoimy, to tylko w korkach.

W pracy odwalamy robotę przyspawani do dwóch urządzeń: krzesła i komputera. Po pracy jedziemy do domu. W domu siadamy przed telewizorem i czekamy na obiadek. W przerwie na rozruch pudła z nowinami, bierzemy z lodówki zgniłą wodę nazwaną pepsi oraz na przekąskę - nędzne kilo frytek.

Po godzinie rajskiego tycia przed ekranem, stara od garów wnosi talerz ociekający cholesterolem i z kanapy przemieszczamy się na krzesełko przy stole. Telewizor ma wygódkę w postaci pilota i nie musimy odrywać się od ukochanej kiełbaski, by zastąpić program o diecie – cud, programem o kurczakach z ropy naftowej.

Okno w pokoju mamy szczelnie zamknięte, bo słyszeliśmy w reklamie, że zepsute powietrze ma niszczący wpływ na frekwencję naszych wągrów, a cyrkulacja zaduchu zlikwiduje nam hemoroidy.

Po szczęśliwym pochłonięciu półmetrowej kiełbaski podlanej piwem, wracamy do ulubionej pozycji brzucha wycelowanego w sufit. Po pierwszym beknięciu, patrząc na świat objedzonym okiem, zapadamy w błogi sen o świątecznej golonce po meksykańsku.

We śnie widzimy dwie tłuste i rozjuszone gicze cielęce walczące o widelec. Widelec wpadł po zęby w słoik z musztardą. Rozlega się jego rozpaczliwe wycie i budzimy cię zlani potem. By się otrząsnąć z koszmaru, przesiadamy się do komputera.

Fotelik jest mięciutki, obrotowy i dopasowany do zwiotczałego tyłka. Maszyna burczy, warczy i gwiżdże na nas, lecz jej ekran poczyna uwodzicielsko mrugać dając nam sygnał, że jeszcze żyje. Przystępujemy więc do relaksu.

Relaks nazywa się zażartą grą w coś o nic. Gra jest formą gimnastyki palca średniego. Pozostałe mają wolne. Korzystamy, że nasze dzieciątko poszło na hulankę i zaczynamy ujeżdżać.

Znajdujemy się w kartonie Pana Smoka i naszym zadaniem jest sprawić mu łomot i skasować mu trzy wredne głowy broniące skarbu.

Ochoczo rzucamy się do tej herkulesowej pracy. Nic to, że mamy zadyszkę i wszystkie możliwe kolki naraz. Przy elektronicznym bydlaku czujemy się wysportowanymi gladiatorami zdolnymi do niejednej krucjaty. Toteż z krzepkim jazgotem pomylonego Tarzana wyruszamy na wojnę z bajkowym podlecem.

A po drodze przygód mamy w bród. Co chwilę zza węgla jakiegoś korytarza wyskakuje barczysty opętaniec z laserowym mieczem i albo wymiksujemy go do niebytu, albo zaczynamy grę od początku.

W ten sposób odpoczywamy przed pójściem do łóżka. Idziemy spać, bo pociecha wróciła z imprezki i chce dosiąść komputera, ale przed snem należy przegryźć małe co nieco. By nie budzić karaluchów, wsuwamy się na zadartych paluszkach do kuchni i zaglądamy do wnętrza lodówki.

A tam specjały, cymesy, przepychy, całe stosy kalorii, istne rozpusty i orgie smakowe! Aż strach, że tyle dobra ominie nasz przełyk, że wszystkie te słoiki, puszki i torebki nie trafią na nasz język, że nie zaczniemy ich gryźć, szarpać i rozdzierać na sztuki, bo z przerażeniem stwierdzamy, ze razem z dzisiejszą kiełbaską połknęliśmy ostatni ząb. A ząb to był zasłużony, bo ząb mądrości! Jeszcze niejedno mięsko mógłby drasnąć, cóż, kiedy nie chciało się nam pójść do sadysty od leczenia kłów.

Szukamy więc winnych naszych ubytków i znajdujemy: to te słodkości, pyszotki, batony i desery pozbawiły nas szczerego uśmiechu, wymiotły z twarzy grymas wiecznego zadowolenia i dały w zamian uśmiech ponurego żula.   

 

KOMENTARZE

  • Ludzie za duzo jedza i za malo sie ruszaja.
    Moj ojciec byl geodeta i lazil po polach i gorach.Czasami go w domu 2 tygodnie nie bylo.Majac lat 15 zamarzylem o rowerze(lata 60 te).Ojciec zaproponowal mi prace:bieganie z tasma i tyczka przy mierzeniu tych pol.Akurat byla to miejscowosc Struza, pomiedzy Myslenicami a Zakopanem, przy zakopiance.Mieszkalismy u rolnikow, ktorych domy byly na 45 stopniowych stokach, bez pradu i zadnych nowoczesnych wygod.Rolnicy ci dawali nam zamieszkanie i calodzienny posilek za co placilo PRL.Dawali nam to co sami jedli: na sniadanie jajko lub 2, kromka suchego chleba bez masla i "herbata " z jakichs jagod bez cukru.Na obiad kilka kartofli, kawalek sloniny i ta "herbata", na kolacje to samo co na sniadanie.Zadnego mleka, zadnego sera bo mleko sprzedawali do skupu, zadnego miesa, zadnych owocow czy slodkosci.Nigdy w zyciu nie bylem tak glodny a moj ojciec robil to latami.Ci ludzie po tych stromych gorach mieli kilometry do sklepu, autobusu.Nie bylo na nich ani grama tluszczu czy miesni tylko sciegna.Babcie 70 letnie biegaly pod gore jak frygi.Dzis taka dieta by ludzi zabila.Przezylem, czeski rower kupilem, wolnobiezka marki Sport.Teraz majac 69 lat powrocilem do podobnej diety.Nie moglem sobie butow zawiazac + cukrzyca, wysokie cisnienie,cholesterol, zle kolano.Ze 136 kg spadlem na 70 kg.2 jajka rano na oleju z oliwek, na obiad kawalek rybki z jarzynka, na kolacje jajko + jakis owoc.To wszystko popijane herbatkami ziolowymi na powyzsze choroby.Zyje, lekko chodze i poped wzgledem zony mam jak nigdy.
  • Autor
    Świetny język. Pozdrawiam. BJ

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej