Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
69 postów 25 komentarzy

MIAŁO TRWAĆ TRZY DNI

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Od Powstania, do Powstania, od tragedii do tragedii, szliśmy do Niepodległości, a gdy wreszcie przyszła i zaczyna przyoblekać się w konkret,  jak gdyby nigdy nic  okradamy się nadal; jakbyśmy wciąż byli pod zaborami

 

Prolegomena

Żeby cokolwiek powiedzieć na temat Powstania Warszawskiego, trzeba zacząć od genezy:przetrwaliśmy zabory, dwie światowe wojny i po latach niepodległościowych walk, osiągnęliśmy obecną karykaturę państwa. Od prawie dwustu lat, z niewielką przerwą na dwie dekady ułomnej wolności, rozmaite patriotyczne chorągiewki sprawowały nad nami władzę i dzierżyły w lepkich rękach nasz przegrany los. A myśmy się na to godzili. Godziliśmy się na odgrywanie roli sublokatora we własnym domu.

W ten sposób każdy nasz praprzodek zatrudniony na państwowej posadzie, pracował u kolonisty. Atoli pracować dla okupanta, to nie to samo, co pracować dla siebie i u siebie! O czym wiedzą wszystkie narody żyjące od tysiącleci bez wiszącego nad nimi, wojennego szantażu! Z czego zdają sobie sprawę wszystkie kraje nieskażone zewnętrznymi zagrożeniami. Geopolityką zmuszającą do zawierania zgniłych kompromisów !

Nie ma więc nic osobliwego w tym, że kiedy nareszcie wybiliśmy się na niepodległość i po krótkim czasie względnej swobody nastała kolejna wojna, naród nasz zaczął walczyć o wolność; wszelkimi metodami. Nie licząc się z okrucieństwem odwetu.

Działanie na szkodę najeźdźcy było nieomal szlachetnym obowiązkiem Polaka. Powodem do dumy. Prawie honorową i poniekąd zacną profesją: podprowadzenie okupantowi zysków, finansowe robienie mu koło pióra i namiętne zniechęcanie go do życia w naszym kraju, stanowiło zaszczyt.

Lecz choć na razie jesteśmy - jak mówią - na swoim, jakkolwiek teoretycznie powinniśmy zaprzestać samo okradania i co prawda pozbyliśmy się zewnętrznych grasantów, to jednak dalej wegetujemy jak podbity naród. Jakbyśmy nadal byli pod knutem.

Lecz tym razem jesteśmy w tej sytuacji na własne żądanie. Gdyż teraz dobrowolnie nakładamy sobie obrożę. Do tej pory, mimo, że wybiliśmy się na niepodległość, niewolnictwo żyje w nas, w naszej zaściankowej i małostkowej mentalności, w naszym wewnętrznym, zawistnym i sfrustrowanym samopoczuciu, a ludzie odwykli od obywatelskiego myślenia,  rozproszeni i pogubieni, mówią: PAŃSTWO, TO NIE MY.

Od Powstania, do Powstania, od tragedii do tragedii, szliśmy do Niepodległości, a gdy wreszcie przyszła i zaczyna przyoblekać się w konkret, jak gdyby nigdy nic okradamy się nadal. Jakbyśmy wciąż byli pod zaborami i gaworzymy tylko o tym, kto pierwszy „dał plamę", magister Grandziarz, czy profesor Zbuk. I wielce zdziwieni pytamy: dlaczego nas to spotyka i za jakie grzechy omija nas rozum?

Odpowiedź jest prosta: są wśród nas ludzie żyjący bezrefleksyjnie. Starający się nie pamiętać o naukach wypływających z przeszłości. Ludzie pragnący wybielać i przeinaczać wstydliwe fragmenty Historii. Unikający tematów wywodzących się z korzeni czasu. Nie poruszający zagadnień wywalonych na chwilowy bruk.

 

Mamy zatem dwie szkoły na temat: był, czy nie było sensu w Powstaniu Warszawskim?

Jedna, prowadzona przez dziejopisów z kalkulatorem, cyrklem i suwmiarką zamiast wyobraźni, sądzi, że NIE. I powołuje się na ogromne straty wśród niewinnej ludności cywilnej. Druga uważa, iż było konieczne z emocjonalnego punktu widzenia. Pierwsza oskarża dowództwo AK o brak militarnego rozeznania i decyzje oparte na mylnych kalkulacjach. Wini za rozmyślne popychanie chłopców do walki skazanej na klęskę. Akcentuje, że nie przyniosło korzyści, tylko niewyobrażalne spustoszenia. Według niej, było zbrodnią na narodzie. Celowym awanturnictwem określonych kół.

Tu aż prosi się o interwencję zdrowego rozumu. Gdyż jeśli nawet, z militarnego punktu widzenia, skazane było na porażkę, to w takim razie gdzie umieścić i jak zaklasyfikować wcześniejszy zryw powstańczej rozpaczy i determinacji w getcie warszawskim? Jak ocenić jego szanse powodzenia, skoro wiemy, że żydowscy bojownicy dysponowali dwudziestokrotnie mniejszą siłą uzbrojenia? Czy i w przypadku tego powstania będziemy ględzić o zbrodniczych decyzjach?

Gdyby nie Powstanie Warszawskie ojczulek Stalin postąpiłby z Polską o wiele gorzej.  Rozpoczęło by się niezależnie od intencji przypisywanych dowódcom AK. Ponieważ nastroje wśród obywateli miasta były tak napięte, a powtarzające się wizje łapanek, egzekucji czy tortur tak silne, że lada iskra mogła sprowokować wybuch. Byle przypadkowy strzał był w mocy doprowadzić do niekontrolowanej eksplozji.

Z tego powodu miało uzasadnienie. Tym bardziej, że w planach wojskowych zakładano, iż potrwa zaledwie parę dni, a nie parę miesięcy.

Ten sposób rozumowania jest argumentem przemawiającym za jego podjęciem. A nawet koniecznością; straceńczy bój o zachowanie szacunku do siebie, o narodową godność i honor (pojęcia nieznane sowietom), to dla mnie wystarczający powód do rozpoczęcia Powstania Warszawskiego; postanowiono je zapoczątkować w oparciu o dostępne informacje. 

NIEOPŁACALNE KORZYŚCI

Z perspektywy dzisiejszej wiedzy bardzo łatwo przychodzi nam ferować arbitralne wyroki, bawić się w układanie militarnych scenariuszy.

Ówczesne informacje nie były aż tak jednoznaczne; Herling-Grudziński nie opublikował jeszcze swoich zapisków z innego świata, a Sołżenicyn miał dopiero w latach siedemdziesiątych ujawnić swój Archipelag GUŁag. Opisy naocznych świadków pozostawały w ukryciu. 

Mało kto na zachodzie miał pojęcie o wschodniej mentalności. Wiedział o azjatyckiej psychice radzieckich ludzi, o zbrodniach, łagrach, świadomym ukatrupianiu opornych narodów (np. o przymusowym wysiedleniu Tatarów, o głodzie i ludożerstwie na Ukrainie). O podporządkowaniu sobie całej Europy. O chęci zniszczenia w niej wszystkiego, czego im brakowało. A więc okrzesania, inteligencji, pracowitości, solidności. O doprowadzeniu do tego, by nie było żadnego intelektualisty, tylko same głupki, żadnych pracowitych, tylko same obiboki, żadnych bogatych, tylko sami biedacy (Grochowiak nazwał toto sprawiedliwym podziałem nędzy).

Ludzie radzieccy tak rozumieli komunizm i ten ustrój chcieli krzewić w podbitych krajach. To nas czekało i przed tym broniliśmy się wywołując Powstanie. Bo wiedzieliśmy, czym grozi przyjaźń z troglodytami. A wiedzieliśmy z krwawych rozpraw, zaborów, branek i zesłań na Sybir, znaliśmy podstępne zwyczaje Rosjan.

Niewielu rozeznawało się w politycznych subtelności sowieckiej watahy, a ci, co mieli o niej pojęcie, albo milczeli z obawy przed represjami, albo chowali się za gardą Pragmatyki:łatwej w obsłudze dyplomacji podszytej koniunkturalizmem; chytrze i bezwzględnie ukrywali się za parawanem gadziej polityki.

Zachodni barbarzyńcy pragnący zniszczyć Hitlera rękami sowieckiej czerni, woleli przystać na upadek Powstania Warszawskiego, niż sprzeciwić się umiłowanemu Stalinowi; Churchill, a w ślad za nim Roosevelt, prześcigali się w zapewnieniach Generalissimusa o swojej lojalności.   

Na dodatek istniała sowiecka propaganda; odbywały się intensywne zrzuty ulotek zagrzewających do oporu i namawiających mieszkańców Warszawy do podjęcia zbrojnej walki z hitlerowskim okupantem. Zapewniano w nich, że mogą liczyć na pomoc ze strony Armii Czerwonej.

Lecz kiedy Powstanie wybuchło, nie było już o niej mowy. Było za to faryzeuszowskie wskazywanie winnych tego przedwczesnego i niepotrzebnego zrywu.

*

Metoda deprecjonowania i sprawdzanie wytrzymałości przeciwnika na zohydzanie go, to rosyjski sposób osiągania celu. Aparat propagandowy działał na wzmożonych obrotach; fabrykował pogłoski zamiast faktów. A im głupsze i bardziej nieprawdopodobne były te plotki, tym większy zyskiwały poklask, tym łacniej wierzono w nie.

Oskarżenia kierowano głównie od adresem przywódców AK. Mnożyły się insynuacje, że to oni doprowadzili do wymordowania mieszkańców. Bez ogródek nazywano ich bandytami, faszystami, niemieckimi współpracownikami.

Złośliwy mściwy i zawistny Stalin zacierał z radości ręce, natomiast łagodna, gruzińska twarz Wujaszka Joe, nie była dla aliantów buźką cynicznego rezuna. Przeciwnie, Wielcy Sojusznicy dawali się niejednokrotnie nabierać się na dobroduszne oblicze tego satrapy; ich postępowaniem kierowała naiwność. Lecz łatwowierność ich podszyta była wygodnictwem: woleli nie wiedzieć, nie widzieć, przymykać oczy na wstydliwą rzeczywistość. Uprawiać strusią politykę… z wyrachowania. Przykładem – Jałta skazująca nas na długoletnią niewolę.

Lecz na przekór zniewoleniu, istniało w nas buntownicze pragnienie wolności. Dzięki narodowej determinacji, dzięki prowadzeniu nierównej walki przeciwko dwóm jednocześnie napadających na nas wrogom, nie zdławiono w nas niepodległościowego ducha; uwidoczniliśmy, że jesteśmy narodem niepokornym, któremu nie można złamać kręgosłupa.

Mówię tu więc o obronie, o jej zaciekłości spowodowanej osamotnieniem i rozpaczą. O naszym jednoznacznym pojmowaniu słowa niepodległość wyrabiającym w nieprzyjacielu przekonanie, że jesteśmy zdolni nie ulegać narzuconym opresjom. I to bez względu na koszt.

Powtarzam słowa Normana Daviesa: gdyby nie Powstanie Warszawskie, nie byłoby Poznania, Radomia, Gdańska, Solidarności.

To ono utorowało nam drogę do wyzwolenia. To dzięki pokoleniu Baczyńskich, pokoleniu walczącemu o wolność w t e d y, mamy ją t e r a z. To dzięki nieprawdopodobnemu bohaterstwu AK i walce całego miasta, nie zostaliśmy wcieleni do reszty radzieckich republik. Nie było kołchozów, wciąż istniał Kościół, a w karnym obozie demoludów zajmowaliśmy najweselszy barak. I z tej przyczyny ominęły nas radzieckie rozwiązania problemów ze społecznymi protestami, jakie stały się udziałem Węgier i Czechosłowacji. To dzięki niemu władcy Imperium Zła traktowali nas z większym asekuranctwem, aniżeli pozostałe kraje.

 

Kto pamięta ów zgrzebny czas, kto przypomina sobie, o co szło w Gdańsku, w Stoczni, jak rozpaczliwie i nadaremnie wołano o zniesienie dysproporcji w podziale dóbr, kto pamięta, z czym wtedy walczono i jakie były tej walki ofiary, choćby w Kopalni Wujek, w Radomiu, Poznaniu, Gdańsku, ilu wartościowych ludzi zginęło, straciło pracę, dobre imię, ilu zmuszono do emigracji, do bycia gołym i niewesołym, a ile osobistości pumeksowego honoru do tej pory trzyma się nieźle i do teraz, migając się od kar, nadal pęta się po naszym życiu, temu do śmiechu nie jest.

 

Bunt przeciwko władzy i marsze w obronie gwałconych praw człowieka kończyły się zimnym prysznicem: tak zwanymi ścieżkami zdrowia, a więc milicyjnym pałowaniem, represjami polegającymi między innymi na utracie pracy. Za wyrażanie poglądów niezgodnych z partyjnymi ustaleniami szło się do więzienia lub do krainy pasów i kaftanów na elektrowstrząsową resocjalizację. 

 

Zatem był to zupełnie inny świat i nie można do tamtych warunków przykładać dzisiejszych ocen. Świat, w którym strach władał ludzkimi sumieniami. Nielicznym nakazywał postępować uczciwie, po rycersku, zgodnie z poczuciem sprawiedliwości. Lub większości zastraszonych ludzi dyktował bezpieczne kroki w rodzaju chowania głowy w piasek, siedzenia pod miotłą i dbania o uzębienie.

 

Kto o tym wie, ten zdaje sobie sprawę, że znowu zaczynamy dreptać w stronę przeszłości: wciąż są równi i równiejsi, kwitnie dyletanctwo, nepotyzm i chałupnicze metody naprawy kultury, nauki, służby zdrowia. Dalej pleni się pogarda dla człowieka, szerzy łapówkarstwo, rośnie arogancja i pączkowanie administracji. Załganie, przemoc i fałsz są zjawiskami coraz częstszymi, wzrasta społeczna frustracja, rozczarowanie, agresja i zniechęcenie; bieda ściga się z nędzą.

 

W odróżnieniu od dzisiejszych czasów, trzeba było ponosić konsekwencje swojej odwagi. Nie każdego uczestnika społecznego protestu było na nie stać. Dlatego była tak cenna i trudna. Warunki sprawiały, że jedni byli odważni i potrafili przeciwstawiać się złu z podniesionym czołem, nie bacząc na grożące reperkusje, innych natomiast stać było na buńczuczne popiskiwanie pod kołderką.

 

Nikt na tak masową skalę, anonimowo lub oficjalnie i w majestacie bezprawia, nie deptał cudzej inteligencji. Nie usiłował błyszczeć umysłową nędzą. Nie chlubił się cudzymi sukcesami, nie całował po swoim posągowym ego i nie wmawiał wszystkim naokoło, że białe to czarne. Owszem, też zdarzały się wariackie wypowiedzi, ale nie wychodziły poza szpitalne mury.

 

Dzisiaj, kiedy byle łach z cenzusem żula może zabierać odważny głos na temat prawa, sprawiedliwości i demokracji, mówić o rzeczach i procesach, o których nie ma bladego pojęcia, na przykład wypowiadać się o problemach medycznych, genetycznych, prenatalnych i okołoporodowych, zwykła przyzwoitość nakazuje, by zignorować jego zdanie.

 

Po staremu jesteśmy zastraszani, boimy się samodzielnie myśleć, wyrażać własne zdanie, obawiamy się zawistnych kreatur z ideologicznego świecznika, donosicieli, oszczerców, cmokierów wyłuskanych z rynsztoka, a boimy się z przyczyn psychiatrycznych, czyli wraca to wszystko, co miało definitywnie zniknąć.

 

A przede wszystkim zginąć miała obłuda; charakterystyczną cechą obalonego ustroju było kłamstwo. Już w cynicznej nazwie: Polska Rzeczpospolita Ludowa, zawierały się trzy nieprawdy. Polska nie była tym krajem, o którego niepodległość walczyli nasi przodkowie. Jak inne, wcielone do sowieckiego systemu niesprawiedliwości społecznej, była podbitym państwem. Nie należała do republik, ponieważ ta forma społecznego przymierza powstaje w wyniku wolnych wyborów, a wolne głosowanie stanowiło fikcję.

 

Nie miała nic wspólnego z ludem, gdyż lud traktowano instrumentalnie. W zależności od politycznych potrzeb, władza albo nadawała ziemię (reforma rolna), albo ją odbierała, organizując groteskowe latyfundia zwane Państwowymi Gospodarstwami Rolnymi, a chłop nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. Do chwili rozpadu oflagu przyjaciół miłujących pokój, nasz kraj nie był państwem demokratycznym, prawo zaś nie służyło ochronie interesów społeczeństwa, lecz partyjnym kaprysom grupy sprawującej władzę.

 

Szkoda, że w części społeczeństwa dalej pokutuje rosyjska brednia o nieopłacalnościPowstania: narzucona wersja historii wżarła się w nasz krwiobieg, ciągle w niej tkwi. Stale i uporczywie przedstawia się ją jako PEWNIK. Szkoda, że jakkolwiek stanowi pewnik drugiej kategorii, namiastkę dyskusyjnej prawdy o podejrzanej wartości, to nadal jest pokłosiem obalonego systemu i nie daje się wyrugować z niektórych, ekonomicznych serc.

 

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    "(...) nie zdławiono w nas niepodległościowego ducha; uwidoczniliśmy, że jesteśmy narodem niepokornym, któremu nie można złamać kręgosłupa "

    Nasz problem polega właśnie na tej obsesyjnej potrzebie "uwidaczniania" różnych rzeczy. Tak jakbyśmy sami w siebie nie wierzyli, jak byśmy sami siebie chcieli przekonać do czegoś czego w rzeczywistości nie ma.

    My ciągle wyznajemy mesjanizm, ciągle chcemy ostatecznego, idealnego zbawienia tu na ziemi. Nie potrafimy cenić zwykłej codziennej rzeczywistości i stopniowej poprawy jaka może w niej zachodzić. Nie rozumiemy kompromisów, nie potrafimy ich cenić, nie potrafimy ich budować. Chcemy zbawienia tu i teraz, natychmiast - a najbardziej boimy się właśnie utraty wiary w sens takich pragnień.

    Bo zwykłe codzienne życie, zwykła codzienna praca to jeden wielki, ciągły kompromis z istniejącymi tu i teraz konkretnymi uwarunkowaniami i konkretnymi możliwościami.
  • Front mimo kolosalnej przewagi sowieckiej zatrzymany został na pół roku w Warszawie by dać aliantom czas na opanowanie swych stg
    Sowieci mieli ogromną przewagę nie tylko nad Niemcami ale i nad aliantami (większość czołgów alianckich miała armaty wogóle nie przebijające pancerza czołowego najnwszych czołgów niemieckich) lecz zależni od sjonistycznego poparcia sowiecki ZSRR nie miał zamioaru zajęcia Europy po Giblartar gdyż ważniejsze b yło kontynuowanie sjonistycznej koloniacji Palestyny rozpoczetej pod protektoratem Piłsudskiego i wzmocnionej przez stalinowskiego Mojżesza dla kandydatów na nowohebrajczyków gen Andersa ochraniajacego zbiorowe dezercje przeszkolonych i uzbrojonych polskich i sowieckich Żydów do walki początkowo z kolonialistam i angielskimi (po klęsce blitzkriegu gen Rommla wstąpili do armii angielskiej).
    Stalin zatrzymał front na kierunku berlińskim decydującym o czasie trwania wojny by dać czas aliantom na opanowanie swych stref wpływów przed miejscowymi komunistami (we Francji mieli Degola, we Włoszech bezsensowną masakryczną inwazję, w Grecji musieli walczyć z wojskiem legalnego rządu komunistycznego jak nasz demokratyczny faszyzm frustratów osłupiajacych Sejm i Senat dla prezessdimusa a do Jugosławii wogóle nie odważyli się wstąpić).
    Powstanie pod dowództwem AK i przywrócenie praw konwencji Haskiej i Genewskiej dla ludności i żołnierzy konspiracji (które odebrał dekret Hitlera w 1939r) było jedyną możliwością ocalenia ludnosci i żołnierzy przed niechybną zagładą w warunkach zimy 1944/45 po zdominowaniu ludności przez folksdojczy i funkcyjnych jak ludność gett.
    Nie były potrzebne rozkazy Hitlera lub Himmlera i organizacja zagłady (zapowiaDANEJ() Wystarczyło zarządzenie o ewakuacji ludności bez aprowizacji pod nadzorem Ukraińców lub "etnicznych Litwinów" na prawach jeńców sowieckich na pola pod Pruszkowem lub Sochaczewem w czasie 20 stopniowych mrozów.
  • norman Dawies jest dosyć naiwnym przyjacielem. O powstaniu przytacza sądy Andersa z listu do ppłłk Dorotycz "Hańczy"
    Anders żądał od ppłk "Hańczy" dysponującego 12 milionami dolarów wsymolestowanych przez Mikołajczyka i gen Tatara od Rosevelta dla wsparcia dzialalności AK. Po przekazaniu dla AK w kraju 4 milionów$ zakończyła się wojna i została rozwiązana AK. Rząd w Londynie obawiając się żądania zwrotu pozostałych ok 8 milionów oraz Wódz Naczelny gen Bor Komorowski ocalony w oflagu wyzwolonym przez aliantów dzięki wynegocjowaniu przywrocenia praw w warunkach kapitulacji powstania rozkazał przekazanie pozostałych ok 8 milionów $ specjalnie utworzonemu "Komitetowi Trzech" na teren dywizji gen Maczka w Niemczech. Gen Anders swoim zwyczajem wbrew rozkazom innych polskich władz i generałów rozkazał ppłk Hańczy przekazanie dolarów sobie. Ppłk "Hańcza" oszukiwał Andersa, że ma zamiar wykonać jego rozkaz ale przekazywał ponad 5 milionów "Komitetowi Trzech". Został przez służby prokuratorskie Andersa oskarżony o konszachty z reżimem warszawski i aresztowany do wyjaśnienia, którym było znalezienie go jako samobójcy. Wcześniej ostatni milion nieskutecznie ukrył przed Andersem w klasztorze. Gen Anders dzięki uznaniu Berii i Stalina miał w Rządzie RP i Dowództwach polskich wpływy nie mniejsze niż wpływy sjonistów we władzach i dowództwach alianckich i został przez wtykę powiadomiony o ukryciu $ w klasztorze, które przejął (częściowo wykorzystane były dla Giedroycia).
  • @telewidzacy 11:38:40
    Słyszałeś o operacji Warecko-Magnuszewskiej i bitwie pod Studziankami - próbie sforsowania Wisły w celu oskrzydlenia Warszawy ? Jak nie to poczytaj o rozpaczliwej obronie Niemców na linii Wisły, tej którą sforsowano dopiero po lodzie ...
  • @programista 11:11:47
    nie muszę niczego "udowadniać".
    Przytoczone fakty nie mają stanowić potwierdzenia tezy o
    „ przekonywaniu'. Nie są też „uwidocznieniem” dętego nawoływania do mesjanizmu. Mój tekst jest argumentacją słuszności emocjonalnego powodu wybuchu Powstania.
  • @Drab61 14:59:46"Linię Wisły" sforsował nawet batalion berlingowców pod Czerniakowem
    Niemcy przeciwko ponad tysiącowi czołgów sowieckich i powstańcom skierowali jedną dywizję pancerną SS, która zrobiła ofensywę z policjantami pod Rembertowem i sowieci musieli odpoczywać przez pół roku, mimo, że wcześniej wygrali bitwy pancerne, sforsowali Dniepr i zatrzymali się kilkadziesiąt kilometrów przed Bugiem na wiosenny odpoczynek.
    Polski demolud bermanowski zorganizowano przed zatrzymaniem frontu na Wiśle ze wględu na planowaną alije (podniesienie kandydatów na nowohebrajczyków z diaspory w ZSRR przez Czechosłowację do planowo neutralizowanej Austrii dla wsparcia dezerterów Andersa i litewskich ydów wywiezionych transportami NKWD w 1940r do dalekowschodnich granic z fałszywymi paszportami japońskimi.
    Przy okazji utworzono inne demoludy podobnie jak Cyganów portaktowano jak żydowski "naród ziemi" w przedwcześnike rozpoczętym i nieudanym nie tylko ze wględu na klęskę blitzkriegu gen Rommla eksperyment selekcji wybranych do rezerwatu żydowskiego (gubernator GG Hans Frank przeprosił na procesie w Norymberdze "swój naród żydowski" za "nadmikerne i niepotrzebne cierpienia").
    http://telewidz.neon24.pl/post/69102,ludobojcze-zatrzymanie-frontu-na-wisle-w-1944r-i-akcja-burza-w-lublinie
  • HMMM...
    Może tak napiszę aby było jasne:
    Rewolucja październikowa w Rosji nastała w 1917 roku.
    Wojna zaczęła się w 1939 roku, z tym, że dla ZSRR zaczęła się w 1941 roku jeśli chodzi o Niemcy, natomiast wcześniejsze wojny ZSRR z Japonią nie wspomina się nigdzie.
    Tak czy inaczej państwowość komunistyczna ZSRR tworzyła się do wybuchu wojny II Św. zaledwie 22 lata.
    "o azjatyckiej psychice radzieckich ludzi," - azjatyccy ludzie są jacyś gorsi?
    Do tego jeszcze radzieccy, no to już całkiem podludzie.
    Mogli zatrzymać się na linii Bugu, wtedy nie byliby tacy jacy byli.
  • Po co ta agitka? Mamy znowu iść na jakąś wojnę?
    Niewidomy snajper - kulą w płot!

    Polacy się samookradają? Polacy? Muszą być w takim razie bardzo bogaci, skoro ukradli sobie niemal cały przemysł, który wybudowali po wojnie.
    Szkoda czasu na dyskutowanie z tymi tendencyjnymi i wewnętrznie sprzecznymi wypocinami pełnymi bredni na temat Polaków i historii; zresztą trochę na nie za wcześnie, bo pokolenie powojenne jeszcze nie wymarło i wiele osób wciąż pamięta czasy PRLu.
    Na drugi raz niech się Autor wypowiada w imieniu własnym, a nie w imieniu narodu polskiego.
  • @Lotna 14:58:20
    naród, to nie tylko żule, w imieniu których zabrałeś głos. Naród, to każdy z nas, którego protoplaści mieszkali w PRL i żyli pod zaborami. Albo jak Ty: na księżycu.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej