Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
73 posty 25 komentarzy

Podanie do laryngologa

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie stroniłem od plotek, insynuacji, pomówień, specjalizowałem się w zdradzaniu przygód kolesi z towarzystwa.

 



Ostatnio czuję się mało rozrywkowo: medialne nośniki mnie olewają, na froncie rzeczywistości wiedzie mi się pod wiatr, wszędy mi nędznie i zaledwie, toteż, jako doszczętnie zakompleksiony facet, odczuwam deficyt pochwał.

 

Pomnę, że przedtem nie było dnia bez czapkowania: cięgiem gadało się o mnie. Gdziem nie bywał, witano mnie osolonym chlebem, a delegacje robiły wyścigi o pierwszeństwo do obłapiania mi kolan.

 

Trafiałem do radia, w telewizji siedziałem na okrągło. Praktycznie mówiąc zmieniałem tylko pokoje z audycjami, tak że nieraz trudno było mnie odróżnić od prowadzącego program.

 

Udzielałem wywiadów, porad, wskazówek, jak żyć, jak pójść po rozum do cudzej głowy, gdzie dają dobrą kawę i co ugotować z gwoździa.

 

Nie stroniłem od plotek, insynuacji, pomówień, specjalizowałem się w zdradzaniu przygód kolesi z towarzystwa.


Pytano mnie o różne różności, o kierunki i trendy gdzie bądź: w klasycznej literaturze i literaturze awangardowego zaplecza. Odpowiadałem, snułem dywagacje, przypuszczenia, proroctwa i wizje. Krótko mówiąc, wyrażałem troskę, zawieszałem głos, w odpowiednich miejscach robiłem wymowne pauzy, jakbym się na tym znał.

 

Z dumą patrzyłem na dęte orkiestry wyprężone w karnych szeregach, na perony zagracone burmistrzami w przepisowych tużurkach, na rajców spędzonych służbową ciekawością oraz na okoliczną dziatwę z transparentem, na cały ten wiwatujący tłumek składający mi hołd.

 

Po przyjeździe do lustrowanej miejscowości otwierałem podręczny plecak i wysypywały się z niego prezenty, choinkowe fintifluszki, jakieś bombki, gwiazdki, połyskliwe suweniry w formie autentycznych lizaków, cukierki w szeleszczącym pozłotku.

Wtedy słyszałem dosłowny furkot uwielbień. Spragnionym uchem łowiłem co lepsze kawałki entuzjazmów. Serce pływało mi w rozkoszach, omdlewało w uniżonych oklaskach, szmerkach aplauzu, niekłamanego podziwu i kaskadzie braw.

*

Lecz zanim do tego doszło, musiałem się nauczyć mówienia sprzecznego z myślą. W momencie, gdy postanowiłem, że najwłaściwszą dla mnie drogą jest uparte dążenie do kariery, sukcesu, bezkompromisowego i zupełnego panowania nad resztą ludzi, a co za tym idzie - do wszechwładzy nad mierzwą, zrozumiałem, że muszę posiąść taktyczną umiejętność sterowania zbiorową duszą, nagminnymi poglądami, odpowiednim kształtowaniem tychże.

 

W momencie niniejszym spostrzegłem, że aby ów cel osiągnąć, powinienem zapoznać się z mechanizmami stosowanymi przez nich. Podpatrzeć już obecnych, już głośnych, już oswojonych ze światłami jupiterów, takich, z którymi zdecydowałem się utożsamić.

Na początek przyjrzałem się sposobom, jakimi przyssali się do miejsc, w których zamierzałem być. Obserwowałem je z daleka, ukryty za gazetami, radiem, internetowymi portalami, za telewizyjnymi wystąpieniami obnażającymi ich umysłową mizerię i ostentacyjne prostactwo.

 

Poddałem ocenom, surowym analizom ich wystudiowane miny, mowę ciała, to, jak siedzieli, pewnego rodzaju metody bycia na luzie, a w trakcie tych analiz doszedłem do wniosku, że mizeria, prostactwo, nonszalancja, rzekoma pustota ich zachowań, to tylko pozór, gra, technika, element szerszej układanki, zimny, wykalkulowany proces siłowego zaistnienia: oficjalna maska na doraźny użytek. Że kierują swoimi gruntownie przemyślanymi postępowaniami, te zaś są adresowane do potocznej publiki.

 

Oficjalne, stosowane z premedytacją, cynizmem, udawaną bezczelnością, różniły się od prywatnych, bez makijażu, źle widzianych, odartych z widoku fleszy, wyposażonych w kostropatą codzienność; osobiste, wykraczające ze sztucznych, populistycznych ram, nie miały nic wspólnego z dekoracjami medialnego teatrzyku.

 

Oddaleni od środków masowego rażenia, wolni od strojenia min i wypuczania klat, na urlopach z rodziną, nieoczekiwanie okazywali się interesującymi, skromnymi wrażliwcami, postaciami o niebanalnych poglądach. Lecz z chwilą, gdy z famułowej samotni powracali do szpanowania i kabotyństwa, zaczynali dobrze płatny udział w przedstawieniu pod wezwaniem HUCPA.


Jest tu jednak niebezpieczeństwo: pomylą się strony i po karierze. Jak w pracy zapomnisz wsadzić właściwą maskę, to migiem stracisz kontrolę nad sobą i zamiast prześmiewcy – szubrawca, pokazujesz światu twarz uczciwego człowieka wyrażającego prywatne przekonania. Trzeba się więc pilnować, stale baczyć, z czego masz chleb.

*

Nastał dzień, kiedy i mnie to spotkało. Naraz przestano mnie zauważać, adorować, pić z warg każdą myśl. Nastąpił szarawy i mdły czas: różni tacy odesłali mnie ad acta i powskakiwali na miejsce moich prerogatyw.

 

Urwały mi się tłuste lata, a tam, gdzie wziąłem się na odwagę i poszedłem odzyskać utracony honor, odmówiono mi najprostszych wyrazów współczucia. Do tego stopnia, że spotkało mnie skandaliczne walnięcie drzwiami w nos i od tej pory mam poważne kłopoty z przetrąconą przegrodą: smarkam na potęgę i tak mnie łupie, że szkoda słów.

Upraszam więc o zajęcie się moim zawodowym cierpieniem. Proszę również o pomoc w wypełnieniu wniosku o przyznanie mi renty.

 

 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej