Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
69 postów 25 komentarzy

POWSTANIE WARSZAWSKIE

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Z perspektywy dzisiejszej wiedzy przychodzi nam bardzo łatwo ferować arbitralne wyroki, bawić się w układanie militarnych scenariuszy. Szczególnie cywilom znającym wojenne realia tylko ze słyszenia, tylko z hipotetycznych rozważań.

 

Mamy dwie historyczne szkoły na temat: miało, czy nie miało sensu?

Jedna, prowadzona przez dziejopisów z kalkulatorem, cyrklem i suwmiarką  zamiast wyobraźni, sądzi, że NIE. I powołuje się na ogromne straty wśród niewinnej ludności cywilnej. Druga uważa, iż było konieczne z empatycznego punktu widzenia. Pierwsza oskarża dowództwo AK o brak militarnego rozeznania i decyzje oparte na mylnych kalkulacjach. Wini za rozmyślne popychanie chłopcówdo walki skazanej na klęskę. Akcentuje, że nie przyniosło korzyści,tylko niewyobrażalne spustoszenia. Według niej, było zbrodnią na narodzie. Celowym awanturnictwem określonych kół.

Druga uważa, że gdyby nie ono, Ojczulek Stalin postąpiłby z Polską o wiele okrutniej, że niezależnie od intencji AK, i tak by się rozpoczęło. Ponieważ nastroje wśród obywateli miasta były tak napięte, a uporczywa niepewność o zagrożone życie, nieprzeparte pragnienie odwetu i powtarzające się wizje łapanek, egzekucji czy tortur tak silne, że lada iskra mogła sprowokować wybuch. Byle przypadkowy strzał mógł doprowadzić do niekontrolowanej eksplozji.

Miało więc uzasadnienie. Tym bardziej, że w planach wojskowych zakładano, iż potrwa zaledwie parę dni, a nie parę miesięcy.

Ten sposób rozumowania jest argumentem przemawiającym za jego koniecznością; straceńczy bój o zachowanie szacunku do siebie, o narodową godność i honor (pojęcia nieznane sowietom), to dla mnie wystarczający powód do rozpoczęcia Powstania Warszawskiego; postanowiono je zapoczątkować w oparciu o dostępneinformacje.  

*

Z perspektywy dzisiejszej wiedzy przychodzi nam bardzo łatwo ferować arbitralne wyroki, bawić się w układanie militarnych scenariuszy. Szczególnie cywilom znającym wojenne realia tylko ze słyszenia, tylko z hipotetycznych rozważań.

Ówczesne informacje nie były aż tak jednoznaczne; Herling-Grudziński nie opublikował jeszcze swoich zapisków z innego świata, a Sołżenicyn miał dopiero w latach siedemdziesiątych ujawnić swój Archipelag GUŁag.

Wtedy mało kto na zachodzie Europy miał pojęcie o wschodniej mentalności. Wiedział o azjatyckiej, niewolniczej psychice radzieckich ludzi, o zbrodniach, łagrach, świadomym ukatrupianiu opornych narodów (np. o przymusowym wysiedleniu Tatarów, o głodzie i ludożerstwie na Ukrainie). Mało kto rozeznawał się w politycznych subtelnościachsowieckiej watahy. W jaszczurczej polityce barbarzyńców pragnących podbić Europę. Zniszczyć w niej wszystko to, czego im brakowało. A więc okrzesanie, inteligencję, pracowitość, solidność. Unicestwić tak, by nie było żadnego inteligenta, tylko same głupki, żadnych pracowitych, tylko same obiboki, żadnych bogatych, tylko sami biedacy (Grochowiak nazwał toto sprawiedliwym podziałem nędzy).

Tak rozumieli komunizm i ten ustrój chcieli krzewić. To nas czekało i przed tym broniliśmy się wywołując Powstanie. Bo wiedzieliśmy, czym grozi przyjaźń z radzieckimi ludźmi. Znaliśmy z autopsji: mieliśmy we krwi podstępne zwyczaje Rosjan: z zaborów, krwawych rozpraw, branek i zesłań na Sybir.

Na dodatek istniała sowiecka propaganda; odbywały się intensywne zrzuty ulotek zagrzewających do oporu i namawiających mieszkańców Warszawy do podjęcia zbrojnej walki z hitlerowskim okupantem. Zapewniano w nich, że mogą liczyć na pomoc ze strony Armii Czerwonej.

A kiedy Powstanie wybuchło, nie było już mowy o pomocy. Zamiast niej było gorliwe wskazywanie winnych tego przedwczesnego i niepotrzebnego zrywu. Oskarżenia kierowano głównie od adresem przywódców AK. Mnożyły się insynuacje, że to oni doprowadzili do wymordowania mieszkańców.

Szkoda tylko, że w części społeczeństwa dalej tkwi rosyjska brednia o nieopłacalnościPowstania: narzucona wersja historii wżarła się w nasz krwiobieg, ciągle w niej pokutuje i uporczywie przedstawia się ją jako PEWNIK. Szkoda, że jakkolwiek stanowi dogmat drugiej kategorii, namiastkę dyskusyjnej prawdy o podejrzanej wartości, to nadal jest pokłosiem obalonego systemu i nie daje się wyrugować z niektórych, ekonomicznych serc.

*

Metoda sondowania wytrzymałości przeciwnika, to rosyjski sposób na osiągnie zwycięstw.Złośliwy Stalin zacierał z radości ręce, natomiast łagodna, gruzińska twarz Wujaszka Joe, nie była dla aliantów buźką cynicznego rezuna. Przeciwnie, Wielcy Sojusznicy dawali się niejednokrotnie nabierać się na dobroduszne oblicze tego satrapy; ich postępowaniem kierowała naiwność. Lecz łatwowierność ich podszyta była wygodnictwem: woleli nie wiedzieć, nie widzieć, przymykać oczy na wstydliwą rzeczywistość. Uprawiać strusią politykę… z wyrachowania. Przykładem – Jałta skazująca nas na długoletnią niewolę.

Lecz na przekór zniewoleniu istniało w nas buntownicze pragnienie wolności.  Dzięki narodowej determinacji, dzięki prowadzeniu nierównego odporu jednocześnie dwóch wrogów, nie zdławiono w nas niepodległościowego ducha; uwidoczniliśmy, że jesteśmy narodem niepokornym, któremu nie można złamać kręgosłupa. Mówię tu więc o obronie, o jej zaciekłości spowodowanej rozpaczą. O naszym jednoznacznym pojmowaniu słowa niepodległość wyrabiającym we wrogu przekonanie, że jesteśmy zdolni nie ulegać narzuconym opresjom. I to bez względu na koszt.

Powtarzając słowa Normana Daviesa: gdyby nie Powstanie Warszawskie, nie byłoby Poznania, Radomia, Gdańska, Solidarności.To ono utorowało nam drogę do wyzwolenia, to dzięki pokoleniu Baczyńskich walczącemu o wolność w t e d y, mamy ją t e r a z. To dzięki nieprawdopodobnemu bohaterstwu AK i walce całego miasta, nie zostaliśmy wcieleni do reszty radzieckich republik, nie było kołchozów, wciąż istniał Kościół, a w karnym obozie demoludów zajmowaliśmy najweselszy barak. I z tej przyczyny ominęły nas radzieckie rozwiązania problemówze społecznymi protestami, jakie stały się udziałem Węgier i Czechosłowacji.

 

KOMENTARZE

  • Popieram, daję 5*
    Dzisiaj dobrze ferować wyroki i szukać winnych. Ja się zastanawiam po co to robić? Nie możemy powtórzyć historii. Ma to być dla nas jakąś przestrogą? Jak istnieje świat pomyłki będą się zawsze zdarzać, tak było i będzie. Powinniśmy być dumni z takiego zrywu. A ten powstańczy zryw jak to napisano w jednym komentarzu jest naszą "polisą" i należy o niej przypominać.
    http://dd.neon24.pl/post/132976,1-sierpnia-1944-czesc-i-chwala-bohaterom#comment_1323702

    http://2.bp.blogspot.com/-qGwac9rJBW4/UBlW4FevAtI/AAAAAAAABJs/QtCUmwKesLc/s1600/powstanie+warszawskie+2012-800.jpg
  • ''Powstanie musiało wybuchnąć, nie było innego wyjścia''
    Miała czternaście lat, kiedy wstąpiła do Szarych Szeregów, piętnaście, gdy poszła do powstania w letniej sukience i sandałkach. Nie sądziła, że walki w Warszawie potrwają aż 63 dni, a ona straci całą rodzinę i będzie zdana tylko na siebie. Nigdy jednak nie zmieniła o powstaniu zdania.

    Mimo jego strasznych kosztów wierzę, że z powstania wynikło też coś dobrego: pokazało światu prawdziwą twarz Stalina i zapobiegło włączeniu Polski do Związku Radzieckiego jako jeszcze jednej republiki (...). Nigdy nie będę żałować, że stanęłam do walki o mój kraj przeciwko wymierzonej w nas nienawiści. Mieliśmy prawo walczyć o wolność i niepodległość. Byłam gotowa oddać życie za rodaków i ojczyznę, ale nie uważam się za męczennicę" - opowiada w książce "Wira z Powstania. Wspomnienia", Danuta Szlachetko, jedna z ostatnich żyjących jego uczestniczek.

    http://ksiazki.wp.pl/gid,18448682,tytul,Powstanie-musialo-wybuchnac-nie-bylo-innego-wyjscia,galeria.html
  • @leoparda 19:13:20
    Pani Leopardo, oczywiście że chwała Powstańcom Warszawskim, ale nieodparcie za tym kryje się pytanie, dlaczego?
    Dlaczego mieszkańcy Warszawy zostali skazani na śmierć?
    Czy nie była to akcja której podłoże było dokładnie takie samo jak w przypadku np Sonderaktion Krakau, Katyń, czy powojenne czystki Polaków w Polsce?
  • @Jan Paweł 19:52:53
    To nie tak,że mieszkańcy zostali skazani na śmierć.Przecież powstańcy też byli mieszkańcami Warszawy.Młodzi Warszawiacy wręcz palili się do walki ,chcieli wyzwolić Warszawę przed sowietami i żadna siła nie była w stanie ich powstrzymać.Rozkaz rozpoczęcia powstania był tylko pro forma bo w wielu punktach Warszawy walki już się rozpoczęły wcześniej.
    Nie wiem być może ci młodzi ludzie liczyli na jakiś cud jak w 1920r wzniecając to powstanie Może po cichu mieli nadzieję na to,że i bolszewicy włączą się do walki.Niestety cudu nie było a i okazało się,że nadzieja jest matką głupich.Zgubiła ich młodzieńcza fantazja.

    Dlatego też na spory czy powstanie było konieczne czy nie mamy 364 dni i wtedy możemy się spierać i kłócić ,ale 1 sierpnia powinniśmy uczcić pamięć poległych i szacunek dla żywych powstańców w ciszy powadze i spokoju.
  • Powstanie było zrobione nie w interesie Polaków.
    Generał Kazimierz Sosnkowski w Komunikacie Naczelnego Wodza dla Komendanta Głównego Sił Zbrojnych w Kraju z czerwca 1944 stwierdza:

    „O losie Polski przesądzili alianci w Teheranie. Nasza rola w tej fazie wojny jest skończona. Należy wstrzymać się od wielkich wykrwawiających działań, gdyż szkoda już każdej kropli krwi, szczególnie młodzieży polskiej”
  • @Zbigniew Jacniacki 20:26:31
    Łatwo pisać po faktach, które teraz znamy.
    Chwała Bohaterom. Koniec. Kropka.
    ps.
    histerycy - dajcie sobie na wstrzymanie
  • Naiwność wygrywa z madrością
    gen.Okulicki mówił:

    „Musimy zdobyć się na wielki zbrojny czyn. Podejmiemy w sercu Polski walkę z taką mocą, by wstrząsnęła opinią świata. Krew będzie się lała potokami, a mury będą się walić w gruzy. I taka walka sprawi, że opinia świata wymusi na rządach przekreślenie decyzji teherańskiej, a Rzeczpospolita ocaleje”
  • Argument,
    że młodzież warszawska rwie się do walki – był prawdą.

    Tylko, że młodzież pragnęła walki zwycięskiej, ale nie całopalenia i obowiązkiem dowódców było poprowadzić ją do zwycięstwa, a nie do zaplanowanego samounicestwienia.

    Jaka byłaby reakcja młodzieży, gdyby jej ujawniono, że krew ma lać się potokami i nikt im nie pomoże?
  • @Husky 20:29:37....Łatwo pisać po faktach, które teraz znamy....
    Generał Kazimierz Sosnkowski w Komunikacie Naczelnego Wodza dla Komendanta Głównego Sił Zbrojnych w Kraju z czerwca 1944 ....
    to jest bardzo przed faktem.
  • @Husky 20:29:37Chwała Bohaterom. Koniec. Kropka. ps. histerycy - dajcie sobie na wstrzymanie
    Stanisław Cat-Mackiewicz:

    „Warszawa została zniszczona bardziej niż Berlin, klęska Polski w tej wojnie, w której Polacy walczyli w obozie zwycięzców, jest większa od klęski Niemiec. Sowietom zależało na zniszczeniu Warszawy, a tak się pomyślnie dla nich składało, że dla tego zniszczenia nie trzeba było używać sowieckich armat ani pocisków. Od czegóż patriotyzm polski! Jest on wielki i wspaniały. Ale ma właściwość bezrozumnego dynamitu. Wystarczy do niego przyłożyć zapałkę prowokacji, aby wybuchł. Powstanie warszawskie bije wszystkie rekordy wytrzymałości. Przez wiele setek lat, dopóki istnieć będzie naród polski, każdy Polak będzie przyznawał, że powstanie warszawskie było samobójczym szałem, i będzie miał do niego synowską tkliwość i miłość. Będzie z niego dumny…”
  • @Zbigniew Jacniacki 20:38:23
    Dziś zapal znicz, ku pamięci Bohaterów Powstania Warszawskiego
    a przez następne m-ce masz czas na wynaturzenia i swoje analizy

    Cześć i Chwała Bohaterom!

    https://pbs.twimg.com/media/CoyElhTXEAAeEw2.jpg
  • I jeszcze jeden głos Pawła Jasienicy- "histeryka"( według poglądu blogera Husky):
    „Jakżeby inaczej wyglądało dziś życie w Polsce, gdyby nie warszawskie cmentarzysko. Nie ma takiej dziedziny życia narodowego, która by tego ciężaru nie czuła. Powstanie warszawskie było wymierzone militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Sowietom, demonstracyjnie przeciw Anglosasom, a faktycznie przeciw Polsce”
  • @Husky 20:46:40....ku pamięci Bohaterów Powstania Warszawskiego..
    Cóż, ofiarom katastrof zapalają rodziny znicze...

    Nazywa się powstańców bohaterami, ale tak naprawdę, byli oni ofiarami powstania warszawskiego.
  • @Jan Paweł 19:52:53
    O to "dlaczego" niech się spierają historycy. Może kiedyś do tego dojdą.
    Moja ciotka była młodą dziewczyną i była w Powstaniu. A później była wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück i nie miała dzieci. Nie usłyszałam od niej nigdy, że żałuje tego, że była w Powstaniu. Była z tego dumna. A miała wybór na lepsze życie, bo jej babka była Niemką.
  • @Zbigniew Jacniacki 20:51:08
    Masz problem, no nie.
    A tak jeszcze niedawno, zupełnie niedawno za czasów słusznie minionych w epoce Bieruta,Gomułki, czy Gierka nie miałeś żadnych "dylematów" z rocznicą Powstania Warszawskiego.
    To były czasy, oj dobre mieliście czasy, dobre.
  • @matterhorn 20:09:09
    Popieram ten apel. 1 sierpnia to ich dzień! Na dyskusje mamy pozostałe dni w roku.
  • @leoparda 21:05:34
    72 year ago, Warsaw.

    https://pbs.twimg.com/media/CoxwhzgXYAEwVkb.jpg

    z netu:
    Godne obchody rocznicy Powstania zaczęły się z nastaniem Lecha Kaczyńskiego i skończyły z jego odejściem.
    Teraz już tylko bieżąca polityka.
  • zamiast wygłaszać opinie o innych, zastanówcie się nad sobą !
    może trzeba wzniecić powstanie już jutro !
    http://interesariusz.neon24.pl/post/133008,quo-vadis-1-8-2016r-wojna-o-nasze-dusze
  • @Husky 21:14:43
    Wiesz, trudno mi na to odpowiedzieć. Jednak najważniejsza jest pamięć. Pamięć i duma z tego czego ONI dokonali. To należy przekazać młodszym pokoleniom :)

    http://b1.pinger.pl/9bb43ddd7c676dfc3c76dd73e963c1fb/Powstanie_Warszawskie_Pamietamy.jpg
  • @Husky 20:46:40
    Duda & Kuuchciński,ci co łapy gloryfikatorom Rzezi Wołyńskiej itd. ściskają !... wschodnia podwójna moralność...tfu.
  • @leoparda 21:49:28
    ...Oooo... nie wiedziałem,że lubisz sado-maso.He,he,he...
  • @Zbigniew Jacniacki 20:36:09
    MIAŁA TRWAĆ TRZY DNI
  • @matterhorn 20:09:09/"...uczcić pamięć poległych i szacunek dla żywych powstańców w ciszy powadze i spokoju."
    .
    Z czci do ofiar PW nalezy przyswoic sobie lekcje do czego prowadzic moga falszywi prorocy. Historia lubi sie rymowac.
  • "Dobre jest to co się udaje, niedobre co się nie udaje"
    Słowa te Józef Mackiewicz umieścił w ustach niemieckiego podoficera w powieści "Nie trzeba głośno mówić" - i to wcale nie w kontekście Powstania Warszawskiego, chociaż książka również w sposób nieszablonowy je opisuje. I tylko czasem tak się zastanawiam czemu wiedza oczywista dla niemieckiego podoficera próbującego grabić bodaj miejscowość Znachorki na Wołyniu nie była dostępna dla szanowanego i wielce wykształconego dowództwa AK w Warszawie 1944 roku. I czy przypadkiem zadaniem armii nie jest ochrona ludności cywilnej przed zagrożeniami stwarzanymi przez wroga ... tak tylko się zastanawiam w aspekcie 200 000 cywilnych ofiar powstania i znikomych strat w dowództwie AK ...
  • Jastrzębiu leć wysoko
    Dobry wpis, ale oceny, typowe dla takich wpisów na Neonie, 2-czyli marnie.
  • Komentarz na temat Powstania na NP
    "Istota i znaczenie Powstania dla Polski, Polakow i Swiata sa zupelnie inne niz bezsensowna walka powstancow. Wlasnie Powstanie bylo jednym z najwazniejszych aktow decydujacych o wojennej i powojennej historii Swiata. Ten wplyw byl zupelnie niezamierzony. Pisalem o tym i tutaj pare razy. Powstanie spowodowalo, ze Stalin zatrzymal ofensywe rozpoczeta w czerwcu, do ktorej zobowiazal sie w Teheranie na pismie, na po roku. Dlaczego to zrobil? Nikt z zywych pewnie nie wie. Napewno z punktu widzenia interesu Stalina byla to jego najglupsza decyzja.

    Bo gdyby Stalin ofensywe kontynuowal to w pol roku doszedlby do Renu zagarniajac wszystkich niemieckich naukowcow. Bez von Brauna Amerykanie nie mieli szans na sukces w swoim programie rakietowym a Francja, Wlochy, Grecja, Hiszpania i Portugalia dostalyby sie Stalinowi w kilka lat od zakonczenia wojny ze wzgledu na sile prostalinowskich partii komunistycznych albo w rezultacie likwidacji ostanich bastionow faszyzmu. Nie byloby potrzeby tworzyc PRL, republika radziecka zupelnie by wystarczyla. Nikt by takiej Rosji nie podskoczyl a Amerykanie by srali pod siebie."

    Źródło: http://niepoprawni.pl/comment/1517632#comment-1517632

    ©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :).
  • @Zbigniew Jacniacki 20:31:11
    Leopold Okulicki i Ławrientij Beria......Wydano na jego temat kilkanaście panegirycznych książek. Tak oto główny sprawca klęski powstania warszawskiego, człowiek który złamał instrukcję Naczelnego Wodza Kazimierza Sosnkowskiego nakazującą nie dopuszczenie do wybuchu walk w Warszawie, człowiek o jednoznacznie fatalnym charakterze objawiającym się w niestałości postaw i poglądów (są liczne relacje mówiące nawet, że Okulicki był uzależniony od alkoholu), de facto człowiek nie nadający się pełnienia funkcji na takim szczeblu – jest narodowym bohaterem Polski.

    W jego życiorysie w wydaniu panegirycznym pomija się niewygodne fakty, takie jak „wysypanie” przed NKWD w maju 1941 całej struktury ZWZ na Wschodzie. Wtedy to Okulicki po raz pierwszy zaproponował ZSRR daleko idącą współpracę. Przez pewien czas Stalin i Beria traktowali go jako „swojego człowieka”, licząc że będzie z nimi współpracował już jako wysoki oficer Armii Polskiej w Rosji. Epizod ten nie był znany dowództwu polskiemu, dopiero badania archiwalne po 1989 roku ujawniły całą prawdę. Po raz drugi Okulicki zaproponował „współpracę” Ławrientijowi Berii w kwietniu 1945 roku. Po aresztowaniu tzw. szesnastu w marcu 1945 roku przywódcy Polski Podziemnej i Okulicki zostali wywiezieni do Moskwy. W czasie dochodzenia prowadzonego przez NKWD nagle Okulicki zaczął składać obszerne zeznania a w dniu 4 kwietnia 1945 skierował na ręce Berii obszerny memoriał. Proponował w nim współpracę w uregulowaniu polsko-sowieckich stosunków w oparciu o postanowienia konferencji w Jałcie i bez udziału rządu emigracyjnego w Londynie. Z punktu widzenia realiów były to propozycje sensowne, ale w tym czasie spóźnione o co najmniej rok, a poza tym w Moskwie nikt już nie traktował Okulickiego poważnie. Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy – moralny. Najpierw Okulicki w wyniku oszustw i nacisków wymusza na dowództwie AK wybuch powstania w Warszawie, który ma być „głosem protestu przeciwko zniewoleniu Polski przez Sowiety”, a po jego klęsce i bezprzykładnej rzezi – proponuje tymże Sowietom „współpracę”. Jest to dyskwalifikujące i moralnie, i politycznie. Dokument ten pokazuje także, jak daleka od prawdy jest lansowana obecnie mitologia powstańcza. Jej głosiciele często powołują się na konieczność mówienia „prawdy”, bo to jest dla nich ponoć najważniejsze. To niech zapoznają się z tą prawdą.

    Poniżej omówienie listu Okulickiego do Berii. Te fragmenty pochodzą z książki Jana M. Ciechanowskiego „Powstanie Warszawskie” (Pułtusk 2009, ss. 454-460). Całość tego niecodziennego dokumentu jest opublikowana w wydawnictwie „Proces szesnastu”.

    „W swym piśmie do Berii, 4 kwietnia 1945 roku, tzn. w niecałe dziesięć dni po aresztowaniu przez NKWD, gen. Okulicki podawał, że 27 marca [1945] zgłosił się, wraz z Delegatem Rządu na Kraj, Januszem Stanisławem Jankowskim i przewodniczącym Rady Jedności Narodowej, Kazimierzem Pużakiem na zaproszenie gen. Iwanowa „do władz sowieckich celem przeprowadzenia rozmów dla uregulowania życia w Polsce w duchu zgodnego i przyjacielskiego współżycia polsko-sowieckiego, nie tylko w obecnym okresie, ale i na przyszłość”.

    „Zdecydowany jestem”, podkreślał gen. Okulicki, „współpracować ze wszystkich sil dla ułożenia dobrosąsiedzkich stosunków i przeciwdziałania akcji skierowanej przeciw tym dobrym stosunkom. Szczerość moich rozmów ograniczona jest obecnie uzasadnioną obawą, że mogą one spowodować represję w stosunku do byłych żołnierzy Armii Krajowej, z którymi współpracowałem.

    Jeśli Pan Minister jako członek Rządu Sowieckiego zagwarantuje mi, że nikt na skutek moich rozmów nie ulegnie represji Związku Sowieckiego za dotychczasową swoją działalność i jeśli dana mi będzie możność działania, mająca na celu likwidację akcji zaogniającej stosunki polsko-sowieckie, gotów jestem z całą szczerością, otwartością i dobrą wolą przeprowadzić rozmowy na temat działalności Armii Krajowej”.

    W taki to sposób i w takich okolicznościach gen. Leopold Okulicki rozpoczynał swą nową, ostateczną i beznadziejną „grę” z władzami sowieckimi, w której niemalże wszystkie już atuty znajdowały się w jej rękach z czego gen. „Niedźwiadek” jakby jeszcze nie zdawał sobie w pełni sprawy. Ciągle jeszcze chyba licząc na pomoc Zachodu i nadchodzący, jego zdaniem konflikt pomiędzy państwami zachodnimi i Związkiem Sowieckim.

    W ramach tej „gry” gen. „Kobra” złożył obszerne, długie i wyczerpujące „zeznanie własne” NKWD 5 kwietnia 1945 roku, składające się z kilku odrębnych części. Pierwsza dotyczyła Armii Krajowej, jej organizacji, kadr, składu Komendy Głównej, walki z Niemcami w czasie „Burzy” i Powstania Warszawskiego, finansów, zrzutów, łączności z Londynem, stosunków ze stronnictwami politycznymi, działalności na terenach zajętych przez Armię Czerwoną i jej likwidacji.

    Gen. Leopold Okulicki podawał władzom sowieckim, że nakazując rozwiązanie Armii Krajowej 19 stycznia 1945 roku, zarazem nakazywał tworzenie i pozostawienie w terenie zakonspirowanych sztabów w pierwszym rzędzie dla likwidowania spraw AK, co miało mu dać obraz czym może dalej dysponować, a następnie dla informowania rządu w Londynie o sytuacji w Polsce, a w końcu jako „zawiązek dalszej roboty na wypadek gdyby stosunki polsko-sowieckie nadal nie zostały uregulowane”. Sztaby te w żadnym wypadku nie miały być użyte do „działań przeciwko Armii Czerwonej walczącej z Niemcami”. Tymczasem władze sowieckie zauważyły, ze swej strony, że likwidacja AK była po prostu fikcją, stworzoną dla uchronienia jej od rosyjskich represji.
    Druga część „zeznań własnych” gen. „Kobry” mówiła o sytuacji i stanie rzeczy jaki wówczas w Polsce panował na odcinku politycznym, administracyjnym, bezpieczeństwa i wojskowym oraz zjawiskach i przyczynach, które zdaniem generała, go kształtowały.

    Gen. Okulicki podkreślał, że zarówno Rząd Polski w Londynie, jak i tymczasowy lubelski nie odzwierciedlały opinii publicznej w Polsce i ani jeden ani drugi nie były wyrazem woli większości Narodu. Zdaniem generała konferencja krymska i jej decyzje zmierzające do załatwienia sprawy polskiej z pominięciem Rządu Polskiego w Londynie „dobiła” ten rząd w oczach opinii krajowej i znaczenie jego w Polsce było znikome. Natomiast tymczasowy lubelski przez ogromną większość ludzi w Polsce był traktowany „jako nieudany twór rządu sowieckiego”. Przemawiało to za jak najszybszym utworzeniem nowego rządu zgodnie z uchwałami podjętymi na konferencji krymskiej.

    Gen. Okulicki opowiadał się więc za jałtańskimi uchwałami Wielkiej Trójki, a za dwie największe i najważniejsze partie uważał Stronnictwo Ludowe reprezentujące, jego zdaniem, 50% opinii krajowej oraz PPR reprezentujący 20% tejże opinii. W rezultacie oceniał, że te dwa stronnictwa reprezentowały 70% społeczeństwa. Na trzecim miejscu stawiał Stronnictwo Narodowe, a na czwartym PPS, które w jego mniemaniu reprezentowały po około 10 % opinii krajowej każda. Na piątym i szóstym plasował Zjednoczenie Demokratyczne i Stronnictwo Pracy, które jak oceniał, każda reprezentowała po 5% opinii krajowej.

    Podkreślał, że na odcinku administracyjnym i bezpieczeństwa panował chaos, a wojsko dowodzone przez gen. Michała Rolę-Żymierskiego nie stało na właściwym poziomie, głównie z powodu braku oficerów, większych jednostek pancernych i lotnictwa oraz ducha patriotycznego.
    Gen. Okulicki oceniał, że Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie liczące około 100.000 ludzi były dobrze wyszkolone i wyposażone, ale miały swoje „minusy” ze względu na „długie oderwanie się od kraju, stracenie kontaktu z Narodem”. Mogło to być „powodem niezrozumienia pośród ich kadr i żołnierzy, przemian społecznych jakie w Polsce, w czasie wojny zaszły”. Gen. Okulicki mówił też o ich nieprzyjaznym nastawieniu w stosunku do ZSRR co mogło, po ich powrocie do kraju w „znacznej mierze utrudnić dobrosąsiedzkie stosunki”. Niemniej przypuszczał, że „elementy najbardziej wrogie” pozostaną na Zachodzie i że o nie „nie ma się co martwić”.

    Co do Armii Krajowej, to jej ostatni Dowódca podawał, że w ciągu 5-cio letniej walki z Niemcami wychowała i zaprawiała w niebezpiecznej konspiracyjnej walce około 300 tysięcy ludzi. Byli żołnierze AK chociaż mieli duże braki w wyszkoleniu to posiadali wszystkie inne zalety. Zdaniem generała „wyrobieni pod względem ideowym i hartu żołnierskiego” stanowią doskonały element do budowy Polskich Sił Zbrojnych. Potrzebne im tylko było przeszkolenie wojskowe.
    Generał podkreślał, zresztą słusznie, że (jak to określał) „stan zapalny między AK i władzami sowieckimi na wschód od Wisły spowodowany [był] przez warunki polityczne, które stawiały byłych żołnierzy AK w położeniu bez wyjścia”. W jak ciężką sytuację, na skutek „nieuregulowania stosunków dyplomatycznych zostali wpędzeni żołnierze AK”, czuł po sobie.
    Czuł się też w obowiązku przyznać, że i on sam był zdecydowany na „prowadzenie dalszej walki o niepodległość Polski, gdyby istniejące warunki nie zmieniły się, mimo przekonania, że walka zbrojna przeciw ZSRR jest dla Polski szkodliwa”. „Walka, którą zamierzałem nadal prowadzić” dodawał „nie miała i nie mogła mieć charakteru zbrojnego, jako nierealna”, lecz charakter propagandowy w kraju i zagranicą, chodziło bowiem o informowanie opinii światowej o rzeczywistych stosunkach panujących w Polsce.

    Nie ukrywał również, że operacja scalenia wszystkich istniejących formacji wojskowych w kraju i zagranicą będzie bardzo ciężka i trudna. Przyczyn obecnego, złego stanu rzeczy w Polsce, dopatrywał się w historii, różnicach ustrojowych i politycznych oraz wzajemnej nieufności pomiędzy polskimi i sowieckimi czynnikami politycznymi i wojskowymi.

    Twierdził, że rząd sowiecki w stosunku do czynników politycznych i wojskowych w kraju – Delegatury Rządu, Rady Jedności Narodowej i Komendy Głównej – popełniał „błąd traktując te czynniki tak samo jak emigrację i Rząd Polski w Londynie”. Tymczasem poglądy czynników krajowych, w jego opinii, na rozwiązanie sprawy polskiej w sprawach zasadniczych były całkowicie różne, czego jaskrawym przykładem było stanowisko wobec postanowień konferencji krymskiej. „Rząd Polski jednomyślnie odrzucił postanowienia tej konferencji […], a w odpowiedzi na to czynniki polityczne kraju jednomyślną uchwałą przyjęły te uchwały i stanęły na stanowisku odbudowy Polski na tej podstawie”. Niestety „rząd sowiecki”, twierdził gen. Okulicki nie wierzył w „szczerość naszych intencji”.

    W części trzeciej swego „zeznania własnego” generał podkreślał, że jedyną podstawą do rozwiązania sprawy polskiej były uchwały konferencji krymskiej oraz utworzenie jednego rządu polskiego cieszącego się zaufaniem większości Narodu, jak to określił ostatni Dowódca AK. Konieczne też było przywrócenie bezpieczeństwa w kraju przez organa tymczasowego rządu polskiego, gdyż dotychczasowa działalność służby bezpieczeństwa, podległej władzom sowieckim w Polsce „wyrobiła przekonanie w umysłach społeczeństwa, że w istocie nic się nie zmieniło, że wolna Polska jest fikcją, a nie rzeczywistością”.

    Generał pisał też, że należałoby przeprowadzić amnestię i uwolnić obywateli polskich aresztowanych przez sowieckie władze bezpieczeństwa. W sprawie Armii Krajowej gen. Okulicki sugerował, że powinna ona podporządkować się rządowi polskiemu „utworzonemu na podstawie postanowień konferencji krymskiej” oraz zerwać wszelkie „kontakty z Rządem Polskim w Londynie”.

    Na zakończenie gen. Leopold Okulicki zapewniał Berię, że problem uregulowania polsko-sowieckich stosunków był dla Polski „kwestią życia lub śmierci”, że „naród polski nigdy nie pogodzi się z utratą niepodległości” a wszelkie próby idące w tym kierunku doprowadzić muszą do walki, nawet gdy nie będziemy mieli wtedy żadnych szans na zwycięstwo i że podstawą rozwiązania sprawy polskiej powinny być postanowienia konferencji krymskiej, że rząd sowiecki ma prawo domagać się by nowy rząd polski utworzony został z elementów demokratycznych, które powinny dawać gwarancję, że dobrosąsiedzkie stosunki między Polską a ZSRR będą w przyszłości zachowane i że Polska nie będzie użyta przez inne siły przeciwko ZSRR i wreszcie, że rząd sowiecki powinien traktować Polskę jako niepodległe i w pełni suwerenne państwo.
    Kończąc gen. Okulicki prosił Berię „jako przedstawiciela rządu sowieckiego” aby go „zrozumiał” i zechciał mu „uwierzyć”. Zarzekał się przy tym, że zeznaje to z „własnej woli”, a zatrzymanie go przez władze sowieckie i pobyt na Łubiance nie wpłynęły na ich treść w najmniejszym nawet stopniu. „Dosłownie to samo napisałbym, gdybym był na wolności” – stwierdził generał.
    Ostatni Dowódca Armii Krajowej był „głęboko przekonany, że gdy te ogólne zasady będą honorowane, współpraca Narodu Polskiego z narodami ZSRR ułoży się w przyszłości harmonijnie i bez żadnych tarć”. Zaznaczał przy tym, że dla niego istniał tylko jeden cel, dla którego żył i walczył – „szczęście Narodu Polskiego i w związku z tym tylko jeden problem, niepodległe i suwerenne państwo polskie, w którym ten cel winien się realizować”.
  • @Zbigniew Jacniacki 20:38:23
    Zdecydowanie polecam przeczytanie książki Zychowicza: "Obłęd '44". Historyk odkrywa prawdziwe oblicze generała "Kobry", "Niedźwiadka" - człowieka winnego zburzenia milionowego miasta i śmierci 150 tysięcy cywilów w Powstaniu, którego szanse powodzenia od samego początku były zerowe. Tak - to z winy żyda Okulickiego wybuchło Powstanie. To on zarzucał pozostałym członkom Komendy Głównej AK tchórzostwo. To za sprawą zawiązanego przez niego spisek gen. "Bór" w ostatniej chwili podpisał haniebny rozkaz. Okulicki jest zdrajcą - złamał rozkazy Naczelnego Wodza. Kiedy zrzucono go do kraju, miał tylko jedno zadanie. Sosnkowski zlecił mu za wszelką cenę nie dopuścić do wybuchu regularnych walk. Tymczasem, gdyby nie Okulicki, pewnie Powstanie by nie wybuchło. Ten alkoholik i człowiek szalony zdradził swój kraj! Osobiście uważam, że stawianie pomników postaciom tak kontrowersyjnym jak Okulicki nie jest dobrym pomysłem. Naród nasz jest dostatecznie podzielony bez takich akcji. Jak by nie patrzeć, informacje aktualnie dostępne na temat Okulickiego, są kontrowersyjne. Niestety w tym momencie pewnych rzeczy nie da się zweryfikować...Czy nie bardziej zasadne było by, chcąc upamiętnić tamto "zdarzenie" postawienie pomnika Powstańców Warszawskich? Niezależnie kto jaką teorie przyjmie, poświecenie ludzi którzy walczyli w Warszawie, którzy oddawali życie, jest bezdyskusyjne. To czy ktoś ich oszukał, wprowadził w błąd wiedząc, że to się nie uda, że większość z posłanych tam zginie, to sprawa drugorzędna, oddali życie walcząc o wolność i tego nie da się zinterpretować inaczej.
  • @Zbigniew Jacniacki 20:26:31
    http://m.natemat.pl/590ad3d6c95dfd65c01a5650ccbc8fee,640,0,0,0.jpg Generałowie na emigracji nie chcieli powstania! Anders domagał się sądu nad dowódcami AK za "ciężką zbrodnię"...Generałowie Anders i Sosnkowski nie widzieli żadnych szans dla powodzenia powstania w Warszawie. Nie sama idea walki o wolną Polskę w ramach antyniemieckiego powstania, ile okoliczności, w jakich została podjęta decyzja o zbrojnym oporze - budziła i budzi po dziś dzień dyskusję Polaków. Dzieliła naszych rządzących jeszcze zanim... powstanie wybuchło.

    Powstania czas!
    – W najbliższym czasie Niemcy padną, złamane uderzeniami sowieckimi i anglosaskimi. Walka z nimi jest do ostatniej chwili jest naszym obowiązkiem – depeszował komendant główny Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór-Komorowski do Londynu 22 lipca 1944 roku. Odbiorcą był Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski, który wcale nie był przekonany, co do sensu wikłania się w walkę zbrojną z Niemcami. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Bo - jak podkreślał - wcale nie było jasne, jak zachowają się Sowieci.
    Powstanie warszawskie miało być militarnie skierowane przeciwko Niemcom, a politycznie uderzać w Związek Sowiecki. Tylko, jak te idee dowództwa AK odnieść do rzeczywistości? Wszak liczono na pomoc zbrojną... Armii Czerwonej. Co więcej, znano przypadki z Akcji "Burza", które czerwonoarmistom chwały nie dodawały. Sowieci aresztowali przecież akowców nie raz - za to, że chcieli być gospodarzami we własnym kraju.
    "Chcieliśmy być wolni"
    Ale w okupowanej Warszawie wiedziano swoje. Podkreślano, że moment jest dogodny - zgodni byli wojskowi, ale i władze cywilne - z emigracyjnym prezydentem Raczkiewiczem na czele. Premier Mikołajczyk upoważnił Delegata Rządu na Kraj do "ogłoszenia powstania" w dogodnym momencie. Ten, już po rozpoczęciu walk wypowie znamienne słowa: "Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać".

    Pragnienie wolności wśród narodu, który przez 5 lat doświadczał niemieckiego bata, było rzeczywiście wielkie. Ale byli i tacy, którzy powstania nie chcieli. Zasłużeni dla Polski generałowie: Sosnkowski i Anders.

    Naczelny Wódz mówi "nie"
    Pierwszy - Naczelny Wódz - przebywał w czasie, gdy ważyła się decyzja o powstaniu, we Włoszech. 28 lipca pisał do Raczkiewicza, że wobec wypadków w okupowanym kraju "wszelka myśl o powstaniu zbrojnym jest nieuzasadnionym odruchem - pozbawionym sensu politycznego, mogącym spowodować tragiczne, niepotrzebne ofiary". Niemal to samo Sosnkowski napisał w depeszy do Bora-Komorowskiego.

    – Walka z Niemcami musi być kontynuowana w formie "Burzy". Natomiast w obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powszechnemu powstaniu, którego sens historyczny musiałby z konieczności wyrazić się w zmianie jednej okupacji na drugą - pisał Naczelny Wódz z frontu włoskiego 29 lipca.

    "Ciężka zbrodnia"
    Co na to gen. Anders, słynny dowódca 2 Korpusu Polskiego spod Monte Cassino? Jeszcze kategoryczniej podkreślał, że powstanie nie ma sensu - na pewno nie w okolicznościach, w jakich Warszawa znalazła się na przełomie lipca i sierpnia. – Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność – pisał Anders w liście do gen. Kukiela, cenionego znawcy wojskowości, także przeciwnego powstaniu.

    Tego samego, który podkreślał, że wszystko zależało od Sosnkowskiego. Ten jednak pozostał bierny, choć mógł - jako Naczelny Wódz - naprawdę wiele. – Trzeba było powiedzieć: "Zabraniam. Nie wolno robić powstania czy w Warszawie". Mikołajczyk by się na to zżymał i dąsał, ale wreszcie by przystał – pisał Kukiel.

    – Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwe represje. (…) Chyba nikt uczciwy i nieślepy nie miał jednak złudzeń, że stanie się to, co się stało, to jest, że Sowiety nie tylko nie pomogą naszej ukochanej, bohaterskiej Warszawie, ale z największym zadowoleniem i radością będą czekać, aż się wyleje do dna najlepsza krew Narodu Polskiego - podsumował 31 lipca Anders. Gdyby mógł, postawiłby decydentów przed sądem...
    Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
  • @Zbigniew Jacniacki 20:36:09
    Dowódca Powstania na Pradze poddał je 6 sierpnia ratując ludzi i dzielnice miasta. Ciągle powtarzam. Chwała Powstańcom!!! Hańba tym, którzy posłali tych młodych ludzi na pewną i bezsensowną śmierć! Przypomnę cytaty wypowiedzi gen. Pattona: Pamiętajcie, żaden głupi bękart nie wygrał żadnej wojny umierając za swój kraj, wojny można wygrać tylko zabijając innego głupiego bękarta za jego kraj. (I want you to remember that no bastard ever won a war by dying for his country. He won it by making the other poor, dumb bastard die for his country.) i Chcę, żebyście zapamiętali, że żaden skurwiel nie wygrał wojny, umierając za swoją ojczyznę. Wygrywa się ją, sprawiając, by tamci skurwiele umierali za swoją. (I want you to remember that no bastard ever won a war by dying for his country. He won it by making the other poor, dumb bastard die for his country.)
  • @Zbigniew Jacniacki 20:26:31
    Nie tylko głupota, ale zbrodnia....Generał Władysław Anders a powstanie warszawskie

    Generał Władysław Anders uważał powstanie warszawskie za kardynalny błąd z politycznego i wojskowego punktu widzenia, a z moralnego za zbrodnię, za którą odpowiedzialność ponosili jego zdaniem dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór-Komorowski i jego sztab. Jan Nowak-Jeziorański, legendarny kurier z Warszawy oraz jeden z koronnych świadków i uczestników powstania warszawskiego, powtarzał często, że każdy myślący Polak rozpamiętujący dzieje tego tak bohaterskiego, a zarazem tragicznego, naszego ostatniego wielkiego, narodowego zrywu powstańczego jest głęboko rozdarty wewnętrznie.
    Prawie każdego bowiem Polaka urzeka i imponuje mu rzadko spotykane bohaterstwo powstańców i ludności cywilnej stolicy, która przez 63 dni toczyła samotny, nierówny bój z Niemcami, a zarazem przeraża go ogrom strat ludzkich i materialnych poniesionych na skutek tego powstania. Niemcy podawali, że w czasie powstania warszawskiego zabili lub wymordowali ok. 200 tys. Polaków – dzieci, kobiet, starców i mężczyzn, obrócili też stolicę Polski w perzynę. Co więcej, ok. 550 tys. ludzi wypędzili ze zniszczonego miasta, z czego 165 tys. wywieźli na roboty w Rzeszy, a 50 tys. wysłali do obozów koncentracyjnych. Na skutek powstania większa część miasta uległa zniszczeniu. W styczniu 1945 r. Armia Czerwona i 1. Armia WP wkroczyły do miasta ruin i grobów – do miasta warszawskich robinsonów. Takiej ruiny i katastrofy nie przeżyła żadna inna stolica europejska od najazdu Hunów na Rzym.
    Straty poniesione przez powstańców też były niezwykle bolesne: 9,7 tys. zabitych, 5,3-7,2 tys. zaginionych, 25 tys. rannych i kontuzjowanych. Ponadto do niewoli niemieckiej, jak podaje Władysław Bartoszewski, dostało się ok. 16 tys. osób.
    W czasie powstania straciliśmy sam kwiat stołecznej młodzieży, niedoszłej elity narodu, której później tak bardzo nam brakowało i jeszcze dzisiaj brakuje.
    Niemcom udało się stłumić powstanie kosztem 2 tys. zabitych i 9 tys. rannych żołnierzy oraz 100-200 zabitych cywilów. Inne źródła podają, że straty niemieckie wynosiły zaledwie 1570 zabitych i 9044 rannych żołnierzy. Wymowa tych cyfr jest wręcz przerażająca.
    Nic więc dziwnego, że wielu Polaków jest głęboko poruszonych i wzburzonych, kiedy rozpatruje sprawę powstania warszawskiego: jego przyczyny, przebieg i skutki, czego najlepszym przykładem jest gen. Władysław Anders, legendarny dowódca 2. Korpusu, zdobywca Monte Cassino, a po wojnie przywódca drugiej wielkiej polskiej emigracji politycznej, której rdzeniem byli jego żołnierze, wyprowadzeni przez niego z „nieludzkiej ziemi”.
    Gen. Anders uważał wywołanie powstania, od samego jego wybuchu, nie tylko za głupotę, ale za „wyraźną zbrodnię” i

    „największe nieszczęście dla Polski”.

    Co więcej, oceniał, że jakakolwiek akcja przeciwko Niemcom w panujących wówczas w kraju warunkach prowadziła tylko do „niepotrzebnego przelewu krwi polskiej”. Gen. Anders był „na kolanach przed walczącą Warszawą”, ale sądził, że „gen. Komorowski i szereg innych osób” winni stanąć przed sądem za wywołanie powstania. W jego opinii powstanie to leżało jedynie w interesie Niemców i bolszewików.
    Anders, doświadczony żołnierz i dowódca, uważał, że powstanie nie było należycie przygotowane i nie miało najmniejszych szans powodzenia, a ocena sytuacji militarnej na froncie wschodnim, dokonana przez dowództwo Armii Krajowej pod koniec lipca 1944 r., była fałszywa, z czym trudno się nie zgodzić. Nie uzgodniono też powstania z aliantami zachodnimi i nie upewniono się, „jaką pomoc mogli dać alianci walczącej stolicy”.
    Gen. Marian Kukiel, szef Ministerstwa Obrony Narodowej w latach 1943-1945, wyśmienity historyk wojskowości, też uważał powstanie warszawskie za nieszczęście dla Polski. Do wybuchu powstania doszło, jak wiemy, ponieważ Komenda Główna AK uważała, że Niemcy na froncie wschodnim ponieśli już ostateczną klęskę, a wejście Armii Czerwonej do stolicy było tylko kwestią kilku dni.
    Zdaniem gen. Andersa skutki i konsekwencje powstania warszawskiego były dla Polski fatalne, gdyż zniszczyły ośrodek dyspozycyjny w kraju, zniszczyły inteligencję i „puls walki o niepodległość w kraju, ułatwiając tym sowietyzację kraju”.
    Zdaniem gen. Kukiela do wybuchu powstania doszło, gdyż Komenda Główna AK dokonała 21 lipca 1944 r. zbyt optymistycznej oceny sytuacji na froncie wschodnim. Doszła bowiem do przekonania, że Niemcy na wschodzie doznali druzgocącej klęski oraz że Armia Czerwona wkrótce wejdzie do Warszawy, a następnie będzie kontynuować marsz na zachód, w związku z czym zarządziła stan czujności do powstania powszechnego od dnia 25 lipca, które przewidywało opanowanie przez AK stolicy jako głównego polskiego ośrodka życia politycznego i narodowego, nie przerywając przy tym operacji „Burza”. Jak wiemy, do powstania powszechnego nie doszło, gdyż w ostateczności powstała tylko Warszawa.
    Zgodnie z relacją gen. Tadeusza Pełczyńskiego autorem tej nader optymistycznej oceny działań na froncie wschodnim był gen. Leopold Okulicki, zastępca szefa sztabu KG AK ds. operacyjnych. Nie ulega kwestii, iż gen. Okulicki był głównym orędownikiem i autorem powstania warszawskiego, co było dla gen. Andersa wielkim zaskoczeniem.
    Zdaniem gen. Kukiela wszystkie dalsze decyzje podejmowane w kraju, które doprowadziły do wybuchu powstania w Warszawie, były w zasadzie wynikiem owej wadliwej oceny sytuacji na froncie wschodnim. Np. decyzja podjęcia walki o Warszawę 1 sierpnia 1944 r. powzięta przez KG AK po południu 31 lipca, na skutek meldunku płk. dypl. Antoniego Chruściela „Montera”, komendanta Warszawskiego Okręgu AK, o pojawieniu się czołgów sowieckich pod Pragą. Dzisiaj wiemy, że KG AK źle wybrała moment rozpoczęcia walki o Warszawę. Jak to trywialnie określił gen. Kukiel, „oni

    pociągnęli fałszywą kartę

    – jokera – kiedy ostatecznie zdecydowali się działać”.
    Dla gen. Kukiela „pojawienie się Rosjan w okolicach Pragi było niewystarczającym dowodem, że Armia Czerwona będzie w stanie przekroczyć Wisłę i zająć Warszawę”. Decyzję podjęcia boju o Warszawę 1 sierpnia w KG AK przeforsował, jak sam później przyznawał, gen. Okulicki. Tymczasem gen. Kukiel już 30 lipca doszedł do przekonania, po otrzymaniu wiadomości z Warszawy, że Niemcy ściągnęli pancerne posiłki do rejonu stolicy, że rosyjsko-niemiecka bitwa o Warszawę przeciąga się i że trzeba czekać na jej wyniki przed rozpoczęciem akcji AK.
    W Warszawie natomiast sztab AK, zdaniem gen. Kukiela, „działał pod presją wypadków i zlekceważył przybycie niemieckich posiłków”. Dla gen. Kukiela niejasna była też sprawa meldunku płk. „Montera” złożonego gen. Borowi po południu 31 lipca 1944 r., o pojawieniu się czołgów radzieckich pod Pragą, który stał się bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania.
    Niestety gen. Kukiel nie przekazał swej trafnej oceny sytuacji do kraju, gdyż – mimo że był ministrem obrony narodowej – nie mógł się komunikować bezpośrednio z dowódcą AK, nie posiadał bowiem do tego żadnych uprawnień. Było to wyłącznie domeną naczelnego wodza.
    Gen. Tadeusz Pełczyński też wielokrotnie zaznaczał, że ocena sytuacji na froncie wschodnim miała przemożny wpływ na decyzję o wywołaniu powstania w stolicy: „Od sytuacji na froncie uzależniony był moment rozpoczęcia walki i zdeterminowanie elementów taktycznych”.
    Gdybym wiedział – przyznawał po wojnie gen. Pełczyński, jeden z głównych autorów powstania warszawskiego – że Rosjanie nie wejdą i nie będą działać na korzyść Warszawy, tobym 1 sierpnia 1944 r. walki nie podejmował. Poczekałbym na lepszy moment, który upewniłby mnie, że Rosjanie wejdą do Warszawy i Niemców wykończą. „Bo myśmy mogli tylko walkę rozpocząć, my ich (Niemców – JMC) wykończyć nie mogliśmy – tak zarozumiali nie byliśmy”.
    Zgodnie więc z planami Komendy Głównej AK Armia Czerwona, a co za tym idzie sam generalissimus Stalin mieli być głównym i ostatecznym gwarantem powodzenia powstania, które, jak wiemy, było politycznie skierowane przeciwko jego planom podporządkowania Polski woli Kremla i zabrania jej naszych Kresów Wschodnich, co zakrawało wręcz na logiczną niedorzeczność.
    „Były błędy – przyznawał później gen. Pełczyński – i nie wszystko było przemyślane do końca”. Należało bowiem przypuszczać, że – jak ostrzegał Komendę Główną Armii Krajowej płk dypl. Janusz Bokszczanin – Stalin, który kierował się zawsze przede wszystkim względami politycznymi, „będzie robił wszystko, co tylko będzie mógł, aby powstanie zakończyło się naszą klęską”.
    Nie można było uzależniać ostatecznego sukcesu powstania

    od dobrej woli Stalina,

    który już w lutym 1943 r., a więc jeszcze przed zerwaniem stosunków z rządem polskim w sprawie Katynia, oświadczył gen. Sikorskiemu, że nie będzie współpracował militarnie z Armią Krajową, rzekomo aby nie narażać polskiej ludności cywilnej na represje niemieckie. Dodawał przy tym, że miał zamiar tworzyć oddziały polskie przy Armii Czerwonej, które później planował zwrócić Polsce. Było więc jasne, że Stalin traktował Armię Krajową jako siłę mu wrogą jeszcze na długo przed wybuchem powstania warszawskiego.
    Co gorsza, nasi alianci zachodni wyłączyli Armię Krajową w listopadzie 1943 r. z działań inwazyjnych, uważając, że jej działania w Polsce nie będą miały wpływu na planowane operacje anglo-amerykańskie w północnej Francji. Aliantów zachodnich interesowała głównie działalność wywiadowcza AK, a nie jej od dawna planowane operacje powstańcze.
    le uzbrojona, chociaż liczna i dobrze zorganizowana Armia Krajowa pod koniec 1943 r. znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji politycznej i militarnej. Co więcej, nie mogła już liczyć na wydatną pomoc lotniczą i zrzutową z Zachodu, chociaż w kraju – mimo wszystko – stale się jej spodziewano.
    Tadeusz Komorowski stwierdzał słusznie, że w sprawie wsparcia sojuszniczego utrzymywano w KG AK „wykładnię własnych oczekiwań, a nie wyraźnych ustaleń z sojusznikami”, co później fatalnie odbiło się w czasie przeprowadzania w kraju operacji „Burza” i powstania warszawskiego.
    W istocie, jak kategorycznie podkreślał Komorowski, działania powstańcze Armii Krajowej nie mogły liczyć na „żaden czynnik wsparcia: ani na lotnictwo polskie, ani na lotnictwo alianckie (zachodnie i sowieckie), ani na 1. Samodzielną Brygadę Spadochronową, której znaczenie i tak ograniczałoby się do wybranych zadań operacyjno-taktycznych”.
    AK w walce z Niemcami w zasadzie była skazana, przynajmniej w pierwszej fazie, na własne, niezwykle ograniczone siły, a współdziałanie taktyczno-operacyjne z Armią Czerwoną miano nawiązać już w trakcie podjętych działań własnych – czyli w czasie operacji „Burza” czy też powstania warszawskiego. Co więcej, oddziały AK biorące udział w walkach „Burzy” miały się ujawniać wobec Armii Czerwonej i odgrywać wobec Rosjan rolę gospodarzy. Gen. Kazimierz Sosnkowski, naczelny wódz polskich sił zbrojnych, uznał decyzję gen. Bora-Komorowskiego – ujawniania się wobec Rosjan oddziałów AK biorących udział w operacji „Burza”, 11 stycznia 1944 r. – za ofiarny poryw kraju, mający „na celu zadokumentowanie praw Polski do istnienia”.
    Dodawał jednak: „Jasne są trudności i komplikacje, jakie stąd wyniknąć mogą wobec tego, że Sowiety nie zdradzają najmniejszej chęci do przywrócenia stosunków dyplomatycznych z Polską na podstawach dla nas dopuszczalnych”.
    Naczelny wódz przestrzegał dowódcę AK, że realizowanie „Burzy” może doprowadzić do wybuchu powstania powszechnego „niestety bez dostatecznego uzbrojenia na terenie zalanym przez milionowe armie niemieckie” i walki na dwa fronty. Uprzedzał też, że „w tych okolicznościach obowiązkiem moim może stać się niebawem być przy zastępach Armii Krajowej”.
    Naczelny wódz był przekonany, że nasze ostateczne zwycięstwo mogło nastąpić tylko w wypadku poważnego osłabienia Rosji przez Niemców i rozejścia się jej z zachodnimi aliantami. „Nasza racja stanu wygra integralnie tylko wtedy – stwierdzał kategorycznie w lutym 1944 r. – gdy Niemcy i Rosja osłabią się wzajemnie tak, że rozstrzygające zwycięstwo wraz z zajęciem terytoriów niemieckich i polskich przypadnie państwom anglosaskim. Bieda polega na tym, że państwa te nie doceniają swojej siły, są jak gdyby zmęczone wojną i na razie pozostawiają Rosji nadmiernie dużą swobodę ruchów w Europie, a przede wszystkim w tej połaci, z którą nasze losy są związane. Na tym, zdaje się, polega dramat Polski”.
    W jego opinii „Moskwa dążyła do sowietyzacji Polski i uczynienia z niej 17. republiki w granicach, które określi Stalin”. Pocieszał się tylko tym, że wcześniej czy później – w ciągu następnych pięciu lat – dojdzie do rozprawy z imperializmem sowieckim, a cała kwestia polega na tym, kiedy to nastąpi i czy zdołamy przetrwać złe czasy.
    Ponadto naczelny wódz podobnie jak gen. Anders uważał, że rozbudowa Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w oczekiwaniu na konflikt pomiędzy Wschodem a Zachodem była szczególną koniecznością.
    Ze swej strony gen. Anders robił, co mógł, aby naczelny wódz wydał gen. Borowi-Komorowskiemu kategoryczny rozkaz zakazujący mu wywołania powstania w stolicy, które zdaniem dowódcy 2. Korpusu było z góry skazane na klęskę. Niestety gen. Sosnkowski nie wydał dowódcy AK tego rodzaju rozkazu, pomimo nacisków gen. Andersa, co w rezultacie doprowadziło do tragedii miasta. Nie ulega kwestii, że gdyby gen. Anders był naczelnym wodzem polskich sił zbrojnych, to wydałby dowódcy AK taki rozkaz i przez to uratowałby najprawdopodobniej Warszawę i jej mieszkańców od zagłady.
    Jak to ponoć podkreślał marszałek Józef Piłsudski, który dobrze znał i cenił gen. Andersa, „Anders może się mylić, ale głupstwa nie zrobi”. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o dowódcy AK, gen. Borze-Komorowskim. Po wojnie gen. Anders podkreślał często, że gen. Sosnkowski miał kłopoty z podejmowaniem decyzji i wydawaniem rozkazów, gdyż w istocie był bardziej politykiem przy szabli niż żołnierzem. Był on typem raczej wiecznego i wspaniałego szefa sztabu niż dowódcy z krwi i kości – jakim był gen. Anders.
    Gen. Sosnkowski był z wykształcenia inżynierem, z powołania działaczem niepodległościowym, a z wojskowego punktu widzenia samoukiem, który nie miał żadnego regularnego wyszkolenia i wykształcenia wojskowego, gdyż nigdy nie ukończył

    żadnej szkoły wojskowej,

    ani „niższej”, ani „wyższej”. Prawie nigdy też, aż do samej kampanii wrześniowej, nie dowodził żadnym większym oddziałem wojskowym na froncie.
    W Legionach był szefem sztabu 1. Brygady. Wojskowa kariera gen. Kazimierza Sosnkowskiego przebiegała w błyskawicznym tempie, aż do przewrotu majowego w 1926 r. Po trzech latach służby w Legionach był on już pułkownikiem, a w roku 1918 generałem, po zakończeniu zaś wojny polsko-radzieckiej został zweryfikowany jako generał dywizji, ale dopiero w 1936 r., po śmierci marszałka Piłsudskiego został mianowany generałem broni.
    Niemniej jednak gen. Sosnkowski był zawsze generałem o mentalności szefa sztabu, który umiał prawidłowo oceniać i analizować sytuację, i referować ją przełożonym i podkomendnym, ale miał kłopoty z wyciąganiem z niej odpowiednich wniosków i szybkim podejmowaniem koniecznych decyzji pod presją toczących się wypadków, jak to miało miejsce w przypadku powstania warszawskiego.
    Gen. Sosnkowski był wspaniałym „referentem”, ale brakowało mu wrodzonego instynktu i talentu wodza, którym tak szczodrze był obdarzony jego pierwszy przełożony, komendant, a później marszałek Józef Piłsudski. Jako naczelny wódz stale sytuację analizował i wyjaśniał podkomendnym, szczególnie gen. Tadeuszowi Komorowskiemu, ale nigdy im niczego kategorycznie nie nakazywał.
    Gen. Komorowski oczekiwał od swojego naczelnego wodza wyraźnych rozkazów i dyspozycji. Twierdził też, że gdyby naczelny wódz zakazał walki w Warszawie, to rozkaz jego byłby wykonany. Rozkazu takiego jednak nie otrzymał.
    Gen. Sosnkowski zapominał, że dowodzenie jest nie tylko przewidywaniem i instruowaniem, chociażby najtrafniejszym, ale przede wszystkim wydawaniem na czas jasnych, krótkich i życiowych rozkazów. Niestety w swej długiej karierze wojskowej nigdy sztuki tej nie posiadł, w przeciwieństwie do gen. Andersa, któremu dowodzenie i rozkazodawstwo przychodziło z łatwością.
    Anders podkreślał często brak stanowczości naczelnego wodza w stosunku do dowódcy AK. „W lipcu 1944 r. pod Anconą odbywały się nocne rozmowy Polaków, w których oprócz Naczelnego Wodza i mnie brał udział gen. Zygmunt Szyszko-Bohusz, płk Kazimierz Wiśniewski i inni. Gen. Sosnkowski był przeciwny akcji AK, która prowadziła do ujawnienia się wobec ZSRR. Starałem się utwierdzić go w tym przekonaniu (…). Telegramy gen. Sosnkowskiego spod Ancony do Warszawy i Londynu stawały się coraz bardziej stanowcze. Namawiałem go, żeby dał formalny

    rozkaz zakazujący powstania.

    Odpowiadał: Oni mnie nie posłuchają, oni posłuchają Mikołajczyka. Namawiałem gen. Sosnkowskiego, żeby nakazał ewakuację na Zachód ludzi najbardziej zagrożonych, chociażby nawet poprzez organizację Todta… [G]enerał Sosnkowski był wielkim mężem stanu o rozległych horyzontach, ale miał trudności, że nie dowodził ani batalionem, ani pułkiem, ani dywizją z wyjątkiem krótkich okresów dowodzenia Armią Rezerwową na wiosnę 1920 r. czy też obroną Lwowa w 1939 r. Naczelny Wódz powinien mieć za sobą cały zasób doświadczenia dowódczego od najniższego szczebla do najwyższego. Pod tym względem gen. Sikorski był w lepszej sytuacji niż gen. Sosnkowski”.
    Słowa te świadczą najlepiej, iż pod koniec lipca 1944 r. gen. Sosnkowski nie był, zdaniem gen. Andersa, właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Co więcej, słowa te świadczą, jak wielką stratą dla Polski była śmierć w katastrofie lotniczej pod Gibraltarem 4 lipca 1943 r. gen. Władysława Sikorskiego, który w swej osobie łączył funkcję naczelnego wodza i premiera rządu Rzeczypospolitej. W związku z czym miał prawo do wydawania jednoznacznych rozkazów władzom krajowym.
    Tymczasem 25 lipca 1944 r. naczelny wódz, w odpowiedzi na depeszę dowódcy AK donoszącą mu o rozbrojeniu przez Rosjan wileńskich oddziałów AK, kiedy w Warszawie ważyły się już losy stolicy, pisał: „Jestem głęboko wstrząśnięty tym Waszym meldunkiem, choć rozwój zdarzeń odpowiada moim przewidywaniom wraz z oddziałami walczącymi zwycięsko na froncie włoskim. Jestem sercem i myślą z wami. Decyzje Wasze budzą szacunek, odpowiadają zasadom żołnierskiego i narodowego honoru. Jej skutki polityczne są w ręku Boga. Według możliwości wycofujcie oddziały na zachód w skupieniu lub rozproszeniu zależnie od warunków”.
    W tym samym czasie Stanisław Mikołajczyk, premier rządu polskiego w Londynie, jadący do Moskwy na rozmowy ze Stalinem, upoważniał władze krajowe do wszczęcia powstania powszechnego w terminie przez nie wybranym. Mikołajczyk sądził, że doprowadzenie do porozumienia z Moskwą, przy aktywnym poparciu ze strony Churchilla, Roosevelta i kraju – tzn. Armii Krajowej i władz Polski Podziemnej – było jego obowiązkiem. Podkreślał: „Jedynym atutem, jakim rozporządzamy, jest poparcie społeczeństwa. Musimy użyć tego poparcia dla wykazania, że jesteśmy gotowi do współpracy z Rosją. Armia Krajowa musi walczyć z Niemcami do końca i wspierać postępy Armii Czerwonej bez względu na trudności. Nie możemy pozwolić sobie na to, abyśmy w krytycznym momencie zostali wyłączeni z rodziny narodów sprzymierzonych”.
    Premier dążył do ugody ze Stalinem, ponieważ sądził, iż było to jedyne realne rozwiązanie polskiej sprawy. Był przekonany, że w ciągu następnych 20-30 lat nie dojdzie do konfliktu pomiędzy Wschodem i Zachodem oraz że stoją przed nami dwa główne cele: „ocalić biologiczne siły narodu i nie dać się skomunizować”.
    Mikołajczyk liczył mylnie, że za cenę zrezygnowania z suwerenności w polityce zagranicznej można będzie, przy poparciu Anglosasów, porozumieć się ze Stalinem i uratować wolność wewnętrzną.
    Mikołajczyk, który nie potrafił zapewnić AK pomocy z Zachodu, uważał, zdaniem gen. Kukiela, że wybuch powstania w Polsce da mu potężny atut w czasie rozmów ze Stalinem. Jednak już kilka dni po jego wybuchu okazało się, że Warszawa nie była atutem, lecz zakładnikiem w rękach Stalina, który mówił: albo zgodzicie się na wszystko – nowy rząd, linię Curzona, albo ja zostawię tą całą awanturę własnemu losowi.
    W takich to niezmiernie skomplikowanych warunkach politycznych i militarnych oraz przy tak wielkim rozbracie pomiędzy naczelnym wodzem a premierem rodziła się i powstawała koncepcja podjęcia walki o Warszawę. W takich też warunkach doszło do wybuchu tego tak tragicznego powstania. Tymczasem w 1944 r. nie było odpowiednich warunków politycznych i militarnych do przeprowadzenia zwycięskiego powstania w Warszawie, a ocena sytuacji na froncie wschodnim dokonana przez Komendę Główną AK była błędna. Wybuch powstania w stolicy zbiegł się z niemieckim przeciwuderzeniem na wysunięty oddział 2. radzieckiej armii pancernej na podejściach do Warszawy. Dodatkowo „armia ta została nie tylko zatrzymana przez [Niemców], ale i częściowo zmuszona do odwrotu z wielkimi stratami”. Wydaje się też, że armia ta nie była w stanie do 5-6 sierpnia przejść do natarcia na Warszawę. Niemniej mogła przejść do tego rodzaju natarcia już między 6 a 10 sierpnia. Ponadto Stalin odrzucił propozycję Rokossowskiego i Żukowa, z 8 sierpnia, uderzenia oskrzydlającego Warszawę z przyczółków na dolnej Narwi (na północy) i środkowej Wiśle (na południu), chociaż istniała możliwość przeprowadzenia tego rodzaju operacji, a już 1 sierpnia 1944 r. nakazał Armii Czerwonej rozbrajać wszystkie oddziały AK ujawniające się wobec Rosjan, gdyż jak twierdził, „w ich składzie mogli być agenci niemieccy”. Oficerów tych oddziałów miano internować, a podoficerów i szeregowych wcielać do armii Berlinga. W dniu wybuchu powstania warszawskiego Stalin wypowiadał więc wojnę AK na całym terenie Polski. Co więcej, 16 sierpnia generalissimus „odciął” się od powstania, co przesądziło o jego upadku. Nie ulega kwestii, że Stalin kierował się przede wszystkim względami politycznymi. W tym momencie Warszawa znalazła się

    w niemiecko-radzieckim potrzasku.

    Niemcy tłumili bezlitośnie powstanie i niszczyli stolicę Polski przy cichej na to zgodzie Stalina. A Churchill, który chciał ratować Warszawę, bez zdecydowanego poparcia Roosevelta nie mógł w żaden sposób temu zapobiec.
    Niestety, gen. Władysław Anders miał świętą rację, kiedy mówił, że powstanie warszawskie było z góry skazane na straszliwą klęskę i nie miało najmniejszych szans powodzenia.
    Ponadto na losach i przebiegu powstania fatalnie zaważyły różnego rodzaju błędy popełnione przez Komendę Główną AK i płk. dypl. „Montera”, komendanta Warszawskiego Okręgu, np. przeprowadzenie pierwszej mobilizacji okręgu 28 lipca, zmiana godziny „W” z pory nocnej na dzienną, niepotrzebne rozwadnianie sił, przypuszczenie 1 sierpnia szturmów na silnie obsadzone i ufortyfikowane obiekty niemieckie, których powstańcy w żaden sposób nie mogli zdobyć, nie mając ciężkiej broni. Całe uzbrojenie powstańców w dniu wybuchu walk składało się z siedmiu cekaemów, 60 elkaemów, 1000 kb, 300 pm, 1700 pistoletów, 25 tys. granatów i 15 piatów. Gen. Anders mówił zawsze, że gdy brakuje broni, nie daje się rozkazu do walki, szczególnie gdy w grę wchodzą duże skupiska ludności cywilnej.
    Co gorsza, blisko połowę broni strzeleckiej, jaką powstańcy posiadali 1 sierpnia 1944 r. „tworzyły pistolety, które jako broń krótka – osobista, w warunkach walk miejskich o umocnione gmachy, forty, barykady nie miała znaczenia w natarciu pododdziałów”. „Nieporozumieniem było też – dodaje słusznie Komorowski – liczenie na powodzenie w szturmie powstańców uzbrojonych jedynie w granaty”. Co mogę potwierdzić z autopsji. Powstańcy byli tylko silni duchem. Nie ulega kwestii, iż dla Polski i Warszawy oraz jej mieszkańców byłoby o wiele lepiej, gdyby w drugiej połowie 1944 r. funkcję naczelnego wodza polskich sił zbrojnych piastował gen. Władysław Anders, a nie gen. Kazimierz Sosnkowski, który nie potrafił się zdobyć ani na zakazanie powstania, ani na jego zaakceptowanie.
    Powstanie warszawskie wybuchło w dużej mierze wbrew jego intencjom i zamiarom, od czego chciał go uchronić gen. Władysław Anders – co mu się niestety nie udało.
    Z drugiej strony nadzieje na szybki wybuch III wojny światowej, która miała ostatecznie przynieść Polsce upragnioną wolność i niepodległość, na co liczyli zarówno gen. Sosnkowski, jak i gen. Anders, były również niebezpieczną ułudą.
    Wszystko to wskazuje, w jak ciężkim położeniu znajdowała się Polska w drugiej połowie feralnego dla nas 1944 r., kiedy ważyły się jej losy – prawie na pół wieku.

    Tytuł pochodzi od redakcji.

    Prof. Jan M. Ciechanowski – żołnierz AK, uczestnik powstania warszawskiego, po wojnie osiadły w Londynie, autor licznych prac z zakresu historii najnowszej, wykładowca Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. Jego najważniejsza książka „Powstanie warszawskie. Zarys podłoża politycznego i dyplomatycznego”, która przez 13 lat nie mogła ukazać się w PRL, doczekała się już kilku wznowień. Obecne, siódme wydanie, opublikowane przez AH i Bellonę, zostało znacznie rozszerzone.

    —————————————

    Całe uzbrojenie powstańców w dniu wybuchu powstania składało się z 7 ckm, 60 lkm, 1000 kb, 300 pm, 1700 pistoletów i 25 tys. granatów i 15 piatów. Prawie połowę broni strzeleckiej, jaką powstańcy posiadali, stanowiły pistolety, które jako broń krótka – osobista, w warunkach walk miejskich o umocnione gmachy, forty, barykady, nie miała znaczenia w natarciu pododdziałów.

    200 TYS. CYWILNYCH OFIAR POWSTANIA
    Niemcy podawali, że w czasie powstania warszawskiego zabili lub wymordowali ok. 200 tys. Polaków – dzieci, kobiet, starców i mężczyzn, obrócili też stolicę Polski w perzynę. Ok. 550 tys. ludzi wypędzili ze zniszczonego miasta, z czego 165 tys. wywieźli na roboty w Rzeszy, a 50 tys. wysłali do obozów koncentracyjnych. •Straty poniesione przez powstańców też były niezwykle bolesne: 9,7 tys. zabitych, 5,3-7,2 tys. zaginionych, 25 tys. rannych i kontuzjowanych. Do niewoli niemieckiej, jak podaje Władysław Bartoszewski, dostało się ok. 16 tys. osób.

    236
  • @Zbigniew Jacniacki 20:38:23
    Konstanty Rokossowski jako głównodowodzący wojsk kroczących na Berlin zatrzymał się na przedpolach Warszawy i to właśnie z jego rodzinnym miastem wiąże się koniec jego dalszych wojennych sukcesów. Został ofiarą misternie utkanej strategicznej gry Stalina. W swoich pamiętnikach napisał, że wybuch powstania w jego rodzinnej Warszawie był dla niego ogromnym ciosem. Pisał, że nie otrzymał żadnego apelu o pomoc od powstańców. Lecz on sam wydał generałowi Zygmuntowi Berlingowi – dowódcy 1 Armii WP rozkaz wysłania łącznika do powstańców. łącznik dotarł, przekazał nawet hasła i kody łączności. Ale okazało się, że apel powstańcy przekazali już Kremlowi, nie zaś jemu, dowódcy frontu. Mógłby jeszcze wiele zrobić zanim zareagował Stalin, któremu zależało na wykrwawieniu Warszawy niemieckimi rękoma. Marszałek Rokossowski bardzo chciał wyzwolić swoją rodzinną Warszawę, gdzie się urodził i gdzie mieszkała jego siostra Helena – bardzo gorliwa katoliczka. Ta sytuacja pokazuje kolejny dowód na wielki patriotyzm Konstantego Rokossowskiego i niestety w bardzo złym świetle ukazuje ludzi z kierownictwa Komendy Głównej Armii Krajowej, ukazuje możliwość infiltracji KG AK przez NKWD czy GRU oraz służby niemieckie. Wszak obu tym stronom zależało na zniszczeniu Warszawy . Stalin mu tego nie darował. Ta narodowa i patriotyczna postawa Rokossowskiego w czasie Powstania Warszawskiego była powodem jego odsunięcia z funkcji głównodowodzącego Frontem Białoruskim, 12 listopada 1944 roku jego miejsce zajął marszałek Żukow, jego główny konkurent, a Konstantemu przypadło dowodzenie mniej ważnym 2 Frontem Białoruskim. No i to Żukow dobył Berlin, a Rokossowski tylko oskrzydlał główny atak. Jako rekompensatę Stalin powierzył mu dowodzenie Defiladą Zwycięstwa w Moskwie.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej